Początek maja trudno już określić "początkiem" sezonu startowego, lista imprez biegowych wydłuża się w postępie geometrycznym, dając nam możliwości startów praktycznie cały rok. Są jednak imprezy, na które chętnie wracamy i do takich zalicza się cykl GP Gdyni w Biegach ulicznych. Choć w zeszłym roku, po walce naprawdę trudnym startem i masą "miszczów" pierwszych kilometrów zaklinałem się że biegnę w takiej masówie ostatni raz, wyszło inaczej. Wprowadzone przez organizatora zmiany - start falami i BAN w postaci 5 minut kary za nie swoją strefę startową oraz lekka modyfikacja trasy - przeważyły szalę. Można ??? MOŻNA :) Tak więc po maratońskiej przygodzie w Pradze, której "produkcja pisemna" jest w toku, stanąłem na starcie trzymając w garści gołpro...

Na zawody tradycyjnie lubię jechać trochę wcześniej, mieć czas ogarnąć się logistycznie i spotkać ze znajomymi. Znaleźć chwilę na wysączenie kawki z mleczkiem i złapanie kilku oddechów powietrza. Start potraktowałem jako pewnego rodzaju rozbieganie i postanowiłem skręcić z zawodów mały montaż filmowy. Na bieg wybraliśmy się małą Grupą DŻI-EMKÓW - Ilona, Alicja, Maciek, Marek, Krzysiek i ja oraz Patryk pełniący po części rolę maskotki, fotografa i w pewnym sensie tragarza... Reszta załogi szykuje podwozia i tuninguje silniki na I Maraton Gdański ;)

Pogoda dopisała, lekko zmieniona trasa, moim zdaniem to bardzo dobry ruch, podobnie jak wspomniany start falami, który był koniecznym rozwiązaniem, przy tak dużej liczbie biegaczy. Ta największa na pomorzu dycha, to w gąszczu innych warta polecenia impreza biegowa robiona przez biegaczy dla biegaczy. Jak wyglądała cała zabawa, postanowiłem ująć w małym montażu filmowym, na który zapraszam dziękując również "statystom" za pomoc i wsparcie na trasie.

Udało się o dziwo na luzaku ogarnąć dychę w 45 min z groszami. Choć część trasy biegłem tyłem i przed metą zatrzymałem się drąc gardło na Alę oraz czułem jeszcze w nogach Praski bruk, tupało się super. Czas jest jednak zupełnie nieistotny, liczy się radość z tego co robimy. Liczy się jak, z kim i gdzie go spędzamy, liczy się pasja jaką mamy w naszych sercach.

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem