Foto. Dariusz Zapolski - zdjęcie jest linkiem do galerii

Ostatnią niedzielę tegorocznego lata postanowiłem spędzić w miejscu, które lubię nie tylko jako arenę treningową ale również jako namiastkę gór, gdzie można się zapomnieć i przy odpowiednim nastawieniu poczuć powiew magii. Bieganie leśnymi ścieżkami Bażantarni to nie tylko doskonały i naturalny trening, to również możliwość swoistego oderwania się do rzeczywistości i choć zawody nie są środkiem ku temu celu idealnym, wybrałem się na organizowany przez MOS Truso półmaraton śladami bażanta...

Ogólna taktyka biegu jaką założyłem kilka dni wcześniej była prosta, dotrzeć do mety. Wynikała ona przede wszystkim z poszatkowanego ostatnio niczym kapusta planu treningowego, który podporządkowałem dość mocno obowiązkom zawodowym. Nie bez znaczenia był tutaj także fakt iż na bieg musiałem zabrać, chcąc nie chcąc trochę zbędnego balastu, co w starciu z profilem trasy nie napawało optymizmem. Bieg to pętla długości 7 km, trochę na ten temat naskrobałem pobieżnie rok temu, ale w tej edycji skalkulowałem go dokładniej. Po ogarnięciu się na biurze, gdzie ku mojemu wielkiemu zdziwieniu spotkałem czającego się przy czipach Piotrka vel. Zaplex'a i ucięciu ciekawej pogawędki, udałem się w kierunku dyliżansu przygotować swoje podzespoły do startu. Pogoda była idealna wręcz sportowa, nie za gorąco i lekki opad deszczu stworzyły świetne warunki do wysiłku.

Zacząłem spokojnie, wypstrykanie się na początkowym etapie, który tak naprawdę jest niezauważalnym podbiegiem pozostawiłem "miszczom" krótkich dystansów. Trasa wzdłuż Kumieli to kręta ścieżka, na której starałem się utrzymać równe tempo. Po dwóch kilometrach dobiegłem do Mostku Elewów, gdzie trasa szła na lewo skos w kierunku "podbiegu zabójcy"... grzecznie przeszedłem do marszu. Nie zważając na biegnących obok zawodników, stawiając intensywne kroki trzymałem się swojej średnio chytrej taktyki. Zagotowanie nóg w początkowej fazie biegu, oznacza w bażantarni tylko jedno - kłopoty. Na nielicznych wypłaszczeniach wracałem do biegu, by przy kolejnej większej hopce zastosować "power walk". Takim to sposobem dotarłem do nawrotu i zarazem punktu z wodą mieszczącego się niedaleko Dąbrowy, stąd trasa ruszała w dół...

Foto. www.portel.pl

Rozluźnione ręce dzierżące żel i gumowy kondon na wodę salomona, który zabrałem przetestować, skutecznie obniżyły lekko za wysokie tętno. Pozwoliłem sobie również na odstęp od biegnących, pomny przygody w Kołobrzegu gdzie biegnąc na kole, zmasakrowałem onegdaj lewą kostkę oglądając przez ułamek sekundy prawą podeszwę swojego buta. W Bażantarni trzeba uważać gdzie stawia się nogi. Około dwa i pół kilometra trasy ostre podejście na skarpę, zbieg z wirażem w lewo i kolejny lekki podbieg. Trasa następnie prowadziła chyba najbardziej malowniczym odcinkiem, ścieżką nad wąwozem, częściowe drewniane barierki dodawały jej górskiego smaczku, a i zakręty łączące ujemny profil powodowały ciekawy efekt. Docierając na polanę mlasnąłem żel, łyknąłem trochę wody od woluntariuszy i ruszyłem na drugie okrążenie. Druga i trzecia pętla to poza bliźniaczymi widokami, skupienie na tempie. Utrzymanie lekko narastającej średniej na pofałdowanej trasie, nie należy do łatwych zadań, udało mi się jednak w miarę przyzwoicie to ogarnąć.

Foto. Dariusz Zapolski

Reasumując elbląską imprezę, utwierdzam się w przekonaniu że sportowi zapaleńcy w tym mieście, idealnie wykorzystują ten niesamowity kawałek natury jaki przygotowała im Wysoczyzna Elbląska. Różnorodność tras, dystansów oraz miejsce będące bardzo dobrą bazą zawodów, to warunki z których grzech nie korzystać. Elbażant, EnduroMan, czy biegi przełajowe to jedne z puli jaką mamy tutaj do dyspozycji, możliwość rywalizacji w połączeniu z pięknym miejscem, daje nam zawody jedyne w swoim rodzaju. Dobrze, że w naszym regionie można posmakować górskiego biegania, zgubić się lub świadomie zabłądzić.

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem