Jesień już w pełni zawitała na treningowe ścieżki, przyłapując nas w okresie lekkiej regeneracji organizmu w różnej formie i z różnym niestety bmi. Początek listopada i szczególny dzień refleksji oraz chwili zadumy to hołd pamięci bliskich naszym sercom osób, ludzi którzy w szczególny sposób zmienili na trwale nasze życie. Korzystając z gościnnych ścieżek, gdzie w samotności można poukładać rozsypane cegiełki, warto poczuć jaką siłę ma to co robimy i jaką siłę dali nam najbliżsi... Można też rozważyć wszystkie za i przeciw, w planie który układa się pomału włączając teoretycznie wzajemnie wykluczające się elementy i zauważyć światełko nadziei, że całość może się jednak udać...

Ostatni okres to masa ciągłych zmian, prawie jak w kalejdoskopie zdarzeń z tą różnicą, że obranego kierunku obrotu nie można już cofnąć. Obowiązki zawodowe, trening, pasja i życie, wszystko musi się wzajemnie uzupełniać, czy tego chcemy czy nie. Z tym niestety bywa różnie i znalezienie odpowiedniego poziomu równowagi wymaga ciągłego balansowania, czasem ostrożnego spaceru po krawędzi a niekiedy też, trzeba ruszyć sprintem lub po prostu się przeczołgać.

Jak to dwuznacznie mówią "nie da się być z jedną dupą na dwóch weselach", bardzo podobnie sprawa ma się odnośnie treningu. Czy skupić się na jednym, może dwóch startach w przyszłym sezonie i to do tego na określonym dystansie ? Czy spróbować złamać system i zrobić coś co podpowiada własne serce ? Po majowym maratonie w Pradze mimo w sumie udanego biegu na królewskim dystansie, obwód decyzyjny zapalił mi czerwoną kontrolkę z napisem "koniec wyścigu" i tego akurat jestem pewien. Choć samego udziału choćby jako zając wykluczyć się nie da, biegać maratonów "na wynik" już nie zamierzam. Wiele zmian wprowadził także w moje podejście do treningu triathlon, po GórznieŚlesinie wiem, że to idealne połączenie, które mimo technicznie i czasowo większych wymagań będzie  zdecydowanie łatwiej mi ogarnąć logistycznie, co może zabrzmieć trochę absurdalnie...

Jeszcze trzy lata temu unikałem treningów a tym bardziej zawodów w terenie prawie jak ognia, jednak wiele w tym zakresie się ostatnio zmieniło. Wpływ na ten czynnik, mieli nie tylko Przyjaciele z ekipy El-aktywnych ale i kumple z Grupy Malbork. Treningi w Gościszewskich lasach, Elbląskiej Bażantarni oraz organizowane tam zawody, całkowicie zmieniły moje podejście do jak ja to nazywam "biegania po krzakach". Dużo w zmiany wniosły też dwa koła, w pewnym sensie szosę i mtb wybieram ostatnio częściej jak buty do biegania. No i biegówki, sport którym zaraził mnie mój biegowy kompan Jacek Krawczyński. Magia na dwóch deskach, śnieg i jak to trafnie ujął Jack pełna "radość życia". No a Bieg Piastów już niebawem... oby tylko dopisała śnieżna zima.

Choć zawodowo szkolę ludzi w zupełnie innej branży, to aktywność sportowa przyniosła także na tym przedpolu, nieoczekiwane zwroty i zmiany. Bazując na AWF-owskiej wiedzy, przeszłości byłego sztangisty oraz doświadczeniach własnych i tematycznej lekturze trochę działam. O pomoc zwróciło się do mnie kilka osób z grona przyjaciół i znajomych i jak zweryfikował czas, udało mi się poprowadzić je do mniej lub bardziej wyznaczonego celu i co najważniejsze bez strat własnych po ich stronie. Taka współpraca to swoisty poligon doświadczeń umożliwiający nie tylko poszerzanie własnej wiedzy, ale również dający masę pozytywnej motywacji i zastrzyk dodatkowej energii. Zabawa w trening daje możliwość poznania fantastycznych ludzi, ale to również grząski grunt, duża odpowiedzialność nie tylko za sukces ale i za ewentualną porażkę. Ostatnie dwie propozycje zagięły mi też dużego ćwieka, ale czy to właśnie nie wyzwanie jest tym, co nakręca nasz system operacyjny do działania ?

Końcówka roku to małe pasmo stopniowego odpuszczania i nie chodzi tu tylko o kolejne dziurki w moim skórzanym pasku, gdzieś poniżej pępka. Półmaraton w Gdańsku i dwa kolejne starty, które zaplanowałem raczej nie wyjdą. Trzeba jeszcze pogimnastykować lewy amortyzator, który zbyt pewnie nie wyłapuje znienacka czyhających nierówności na niektórych ścieżkach.

Nie sztuką jest otworzyć kalendarz i zanotować co gdzie i kiedy. Trudniej jest tego wszystkiego dopilnować i uniknąć nieprzewidzianych sytuacji. Warto też podziałać czasem spontanicznie, zrobić coś czego się zupełnie nie planowało, poszerzyć horyzonty. Bo czy właśnie nie o to chodzi w tej naszej zabawie w sport ? Czy siedząc w tym samym miejscu, zrywając kolejne podobne do siebie kartki z kalendarza zmienimy cokolwiek ? Raczej nie... Każdy z nas ma swoje marzenia, plany. Każdy z nas ma swoja pasję. Rozwijając ją rozwijamy siebie, a nasze życie staje się jak to trafnie ujął Alex Barszczewski życiem pełnym życia , i tego Wszystkim Wam życzę :)

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem