Zdjęcie jest linkiem do galerii Tomasz Wrzoska

Styczniowa sobota, za oknem jeszcze ciemno, dzwoni budzik... zaraz zaraz przecież z reguły w weekend go nie nastawiam, więc co do groma ??? Odebrałem. Co robisz za tydzień w niedzielę ? eeee pewnie coś dłuższego, nie wiem może 15 - 17 nad morzem, rzekłem odruchowo. Jedziesz z nami na małą integrację klubową do Stegny ? - padło pytanie w trybie rozkazującym... hymmm... No jasne, że jadę odparłem.

Ekipa z pod "znaku El" to zespół, z którym od paru ładnych lat współpracuję dwu a nawet trój płaszczyznowo w zakresie działań, które praktycznie codziennie prowadzę zarówno zawodowo jak i prywatnie. Inspirujące, wesołe i pozytywnie zakręcone osoby spod znaku szaleństwa, cenię bardzo takich ludzi za to jacy są i za to co robią. Poświęcają swój czas na organizację nie tylko zawodów, ale również integracji lokalnej społeczności i świetnej promocji aktywności i sportowego trybu życia. Skrobiąc rano szyby swojego dyliżansu, uśmiechałem się pod nosem na myśl wstającego dnia, który z nimi spędzę.

Szybka  trasa na miejsce zbiórki w Elblągu, przesiadka do busa i po chwili byliśmy już na miejscu. Całość zgodnie postanowiliśmy rozpocząć od pełnego wyluzowania podzespołów i udaliśmy się spacerkiem nad morze. Lekko wzburzony naszą obecnością Bałtyk, masa lodowych odłamków niczym w naczyniu do drinków czekały na nas, podobnie jak ostre i czyste morskie powietrze. W części spacerowej nie omieszkałem się oczywiście zgubić, nie wiem czy przez pokąpielowe harce morsów z Ornety czy to, że na chwilę zawiesił mi się system gdzieś na horyzoncie nadchodzących zdarzeń...

Dzień był jednak w swoim przeznaczeniu zupełnie inny, dobra kawa okraszona wspólnym obiadem i część integracyjna, którą na długo zapamiętam :) Prowadzący spotkanie Bogusław Tołwiński, skierował nasze tryby w świat dzieciństwa, wspomnień i marzeń. Kilka integracyjnych zabaw, opowieści rodem z cyklu "Cześć, mam na imię Marek i jestem uzależniony..." pozwoliły nam dowiedzieć się więcej o ludziach, których łączy wspólna pasja. Pomysł zorganizowania części nieoficjalnej w ten sposób, to świetne oderwanie o codziennych szablonów, jakie często próbuje wymusić na nas życie. Warto je zmieniać, urozmaicać i wzbogacać naszą duszę, dobrą energią jakie daje kontakt z pozytywnymi i kreatywnymi ludźmi. Po części ruchowo - inetelektualnej, przyszedł oczywiście czas na stolikowe pogaduchy, gdzie przy lampce dobrego wina, rozmowy mogły by się nie kończyć :)

Treningowo zakończyłem również tydzień "luzu", zgodnie z określonym planem przygotowań do Susza, kolejne trzy będę podkręcał swój skrzypiący regulator wydolności. Tym bardziej, że niebawem wraz z kolegą Waldkiem Misiem z waldekmis.pl uruchomimy Czalendż o kryptonimie roboczym - 18procent. Choć nazwa wskazywać może na dobrej klasy wytrawny trunek, założenie jest zupełnie inne. Już dziś zapraszam Was do wsparcia naszej akcji, przyłączenia się wraz z dobrą energią i mocą, która bardzo nam się przyda.

 

Taki energetyczny zastrzyk, oraz pełen swobody luz mający mocno detoksyjny wpływ na organizm, jest co pewien czas zdecydowanie potrzebny. Dziękuję El-Aktywnej ekipie, że mogłem spędzić z nimi ten dzień. To coś jak reset smartfona, gdzie przywracając ustawienia fabryczne, zaczyna się działać sprawniej a umysł wyrzuca zbędne pliki. Czasem spojrzenie na świat z innej perspektywy pozwala podjąć decyzje, które odkładało się zbyt długo...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem