Rozpoczynając okres przygotowań do startu w jedynej docelowej imprezie tegoż roku, zdecydowałem się na dość skrupulatny reżim treningowy, według najbardziej odpowiadającej mi metody 80/20, w pewien sposób ciekawie przeniesionej w Triathlon przez Mata Fitzgeralda. Całkowite dopasowanie planu do trybu życia często kolidujące z działaniami życia codziennego jest oczywiście możliwe, ale budzi zasadnicze a zarazem trywialne pytanie – po co ? Postanowiłem, bazując na swoich doświadczeniach oraz pracy z żywym materiałem, wprowadzić zalecane zresztą przez autora modyfikacje, dodając po drodze kilka małych odstępstw od reguły…

 

Dwadzieścia tygodni według planu zakłada tylko jeden start kontrolny, który prawie idealnie wpasował się w moje plany triathlonowe. Życie jednak życiem i postanowiłem wpleść w przygotowania również kilka pomniejszych starów biegowych, jakim nadałem cele stricte treningowe, lub całkowicie towarzyskie. Wybór padł między innymi na Bieg Urodzinowy w Gdyni i również na tutejszy wiosenny półmaraton. Będzie co prawda jeszcze parę innych wypadów, ale o tym niebawem. Generalnie starty te przeznaczam na szlifowanie podwozia oraz zającowanie paru dobrym znajomym. Przyjemnie, pożytecznie i pozytywnie – czyli dokładnie tak jak lubię działać na tej planecie.

Dyszki w Gdyni pamiętam prawie od zawsze począwszy od „swojej pierwszej”, w której leciało jakieś 400 osób, poprzez okres kiedy jako zbuntowana gawiedź truchtaliśmy w kilkudziesięciu na bulwarze, bo bieg się nie odbył a miasto z organizacji GP chciało zrezygnować. Od kilku ostatnich sezonów, gdzie na trasę rusza się wspólnie z kilkoma tysiącami innych uczestników, sytuacja taka jest praktycznie niewyobrażalna… Bieg nie jest już ten sam, zmieniona w ubiegłym sezonie trasa, start falami oraz czasowy ban za oszukaństwa strefowe to dobre rozwiązania. Gdynia ma swoisty i bardzo dobry klimat do biegania, jednych z najlepszych organizatorów w Polsce, no i mega fajną miejscówkę. Nawet jeśli sam udział w Gp komuś się po prostu znudzi, to co jakiś czas nosi żeby tu po prostu pobiec, bynajmniej ja tak mam...

Pływałem pod prąd,

Żeglowałem pod wiatr...

...Przeto wierzę w rzeczy niemożliwe.

- Bronisław Miazgowski

Na zawody pojechałem z wyraźnym założeniem taktycznym - zero ścigania, totalny luz połączony z kontrolą międzyczasów. Czysty trening, oraz po zawodowy relaks przy dobrej kawie w gronie sympatycznych znajomych. Pewne sprawy rozwiązane klasycznie, w zasadzie odruch. Biuro, kawa, spacerek. Przebranie się w aucie, rozgrzewka, kilka pamiątkowych selfi i grzecznie wszedłem do swojej strefy, poprawić sznurowadła oraz łapać koncentrację.

W biegu wystartowali również moi "treningowi" podopieczni, Ilona i Krzysztof. Oboje przygotowują się do wiosennych maratonów i swoje zadania ogarnęli doskonale. Ilona pobiegła założony na ten dzień bnp, natomiast Krzysiek "niechcący" poprawił swój PB łamiąc 45 minut. Współpracując treningowo z kilkoma osobami na jasno określonych kryteriach i celach, można świetnie rozwijać swój pozazawodowy warsztat pracy, dający dodatkową satysfakcję obu stronom. Wspólny kierunek działań, dobre relacje i wzajemna motywacja to dobra droga, zgodne ze sportem pozytywnym którego jestem zwolennikiem.

Ilona - Adrenalina i odliczanie, zapach bengaja i ostatnie uśmiechy przed startem. Jak zwykle na pierwszym kilometrze ciężko było przedostać się przez tłum zawodników i złapać własne tempo. Odcinek trasy na świętojańskiej pozwolił zweryfikować biegaczy pod względem wytrzymałości przy podbiegu. Z każdym kilometrem przyspieszałam pamiętając jednak o tym ze priorytetem jest maraton. Nie mogłam pozwolić sobie na życiówkę, która w sumie była w zasięgu. Biegłam lekko, spokojnie i z uśmiechem. Trzeba pamiętać, by być wiernym swoim marzeniom i celom... 

Ruszyłem bardzo spokojnie wyprzedzany przez tłumy z mojej strefy, jeszcze bardziej zaciągnąłem hamulec ręczny jak snajper, który cierpliwie czeka na cel jakim w tym przypadku była meta zawodów. Pierwszy kaem wyszedł 4:35... szybko, w porównaniu do treningów bieganych po 6:30. Kolejne minęły dwa identycznie, od razu przekalkulowałem założenia, bo skoro kompletnie nie męczyło mnie oddechowo to tempo to czemu go nie utrzymać ? Kolejne etapy biegu, szczególnie dwa wiadukty minąłem mocno skupiony na podwoziu i oddechu, trochę obawiałem się czy nie odnowi mi się łydka.

Kolejny etap biegu czyli dobieg do lokalnej biegowej golgoty, zwanej ulicą Świętojańską. Przewyższenie może nie za duże, ale jak ktoś „przypalił” początek to na tym odcinku albo mocno zwalnia albo idzie… Technicznie ogarnąłem go zgodnie z naprędce skleconym planem. Trzy sekundy wolniej niż po płaskim, lekko krótszy krok i większa kadencja, co by mój stary wysokoprężny diesel nie wszedł na za duże obroty.

Zbieg w stronę morza, zakręt w prawo, ostra zawijka w lewo i odcinek bulwarem, ten fragment zawsze przypomina mi pierwsze edycje biegów, które tutaj kręciłem. Biegło się wtedy co prawda w odwrotnym kierunku, ale wrażenia pozostają podobne. Płasko szybko, tak też zakładała nowa strategia – kolejne 3 km żywo, poniżej 4:25. Meldując się z czasem 46:05, wykonałem w sumie dobry szybki trening. Czip, medal, gorąca herbata - pobiegowy standard, kilkoro spotkanych na mecie przyjaciół i mega dobra energia.

Treningowo ostatni tydzień, będący jednocześnie wejściem w plan przygotowań do Susza, zamknąłem na średniej jak dla mnie objętości, którą jednak zdecydowanie poczułem zapewne dlatego że „pobudziłem” pewne zardzewiałe rejony. A wyglądał on następująco:

  • Poniedziałek : Ćwiczenia Core,
  • Wtorek: Pływanie – 300/technika/interwały/nogi/300 – w sumie 1300m + Bieg ( fartlek 6x30’; 30min),
  • Środa: Rower 60 min,
  • Czwartek: Rozbieganie 35 min + Ćwiczenia Core,
  • Piątek: Wolne,
  • Sobota : Start Gdynia 10 km,
  • Niedziela: Pływanie 300/1000/300 w sumie 1600m + Ćwiczenia Core.

Przy objętościach jakie obserwuję u znajomych szlifujących formę na wiosenne maratony i jakie serwuję pomału swojej "małej drużynie szaleńców", moje poczynania wyglądają nieco mizernie. Cel jaki obrałem jest jednak zupełnie inny i dosłownie czuję, że to dobra droga. Przypominające o sobie mięśnie, lżejsze wykonywanie ćwiczeń siłowych i większy luz w wodzie to podstawowe symptomy tego, że dobrze wykorzystałem ostatnie dziewięć tygodni czasu.

Serdeczności - Marek Mróz

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem