Foto. Olga Szymkowiak i Marek Mróz.

Zawody aquathlonowe rozgrywane w Sztumie już po raz czwarty, to impreza o ogromnym potencjale definiowanym przede wszystkim przez miejsce jej bezpośredniej realizacji. Malownicze jezioro i ścieżka rekreacyjna wokół niego, tworzą warunki idealne do realizacji zawodów tego typu. Postanowiłem wystartować tu trzeci raz z rzędu, licząc na dużo dobrych emocji oraz planując dobry mocny trening. Pewne było także jedno, na 100 % będzie padało...

W przypadku imprez cyklicznych, niejako naturalnym jest porównanie kolejnych edycji. Ubiegłoroczne zawody podobnie jak obecne, to zdecydowanie kameralny ewent. Z jednej strony bardzo dobrze, z drugiej spokojnie dwa lub trzy razy większa frekwencja, jest do bezproblemowego przełknięcia przez przygotowane zaplecze. Przemyślana organizacja, proste rozwiązania i organizatorzy z pasją, tworzą tu naprawdę godny polecenia start.

Pływanie to wodny "ceownik" o długości 800 metrów. W tym roku fajnie oznaczono flagami boje nawrotowe i nie było żadnych problemów z nawigacją na trasie. Trochę niepokoju w zmysłach równowagi, wywołało co prawda śliskie wyjście z wody, ale w ogólnym rozrachunku etap ten utkwił mi jako przyjemne i rytmiczne cięcie tafli wody. Do stałego lądu dotarłem po 14 minutach z okładem. Choć cały czas miałem wrażenie że "wlokę" się gdzieś na końcu, a za mną płynie już tylko łajba ratowników, poszło całkiem dobrze i wyszedłem gdzieś na około piętnastej pozycji. Pływanie jest elementem, który w tym sezonie poprawiłem najbardziej, szczególnie dzięki radom i pomocy Przemka z Multisportu i Marcina z Grupy Wodnej.

Klasyczne zamotanie się w strefie zmiany z rozpięciem pianki, staje się pewnym naturalnym odruchem, na który gdzieś w sumie podświadomie oczekuję. Mimo zdecydowanie przyziemionej pozycji na zmianie dyscypliny, strefę "ławek" opuściłem po niecałych 90 sekundach. Ciekawe doświadczenie zebrał też debiutujący w aquathlonie Paweł - wiesz, całkiem zapomniałem rozwiązać wcześniej buty, a tu Olga krzyczy żebym się pospieszył... - zawody łączące różne dyscypliny, to również porcja ciekawej logistyki i bagaż nowych doświadczeń.

Trasa biegu to znana większości uczestników pętla wokół jeziora Sztumskiego. W sporej części piękny deptak, dwa średnie podbiegi i kilkanaście łagodnych zakrętów. Idealnie wręcz, żeby cały czas się rozpędzać. Warto dodać, że w drugiej części trasy buduje się nowy odcinek ścieżki, którym zapewne pobiegniemy w zimowym GP Sztumu. Tworzenie miejsc dla uprawiania rekreacji, to bardzo dobry pomysł i realizacja szczególnie przydatna dla mieszkańców w kwestii dbania o swoje zdrowie. Dobrze zaplanowany teren zachęca i zdecydowanie ułatwia uprawianie sportów całego życia.

To niesamowite ile można osiągnąć,

jeśli nie zależy nam,

komu przypadną zasługi.

- Harry Truman

Do mety niespełna 5 kilometrów biegu dotarłem dosłownie za rączki z Magdą Wolf, która zajęła I miejsce w kategorii open kobiet. Biegnąc klasyczne bnp, wyłączyłem licznik po 20 minutach. Wśród mężczyzn triumfował Marcin Trudnowski z Elbląskiej Grupy Wodnej. Wyniki znajdziecie - Tutaj.

Zawody w Sztumie to jeden z moich ostatnich startów w tym sezonie, została jeszcze jedna grubsza akcja do kompletu czterdziestu rękawic. W Przechlewie wystartuję na luzie choć z dużym bagażem. Zebraną porcję doświadczeń, którą gdzieś tam między wierszami rozkładamy na czynniki pierwsze z Piotrem - RunPassion zamierzam dobrze wykorzystać. Ukierunkowanie sportowej pasji na triathlon, było dla mnie rozwiązaniem idealnym i mimo obaw, doskonale dopasowało się w skomplikowany i czasem mocno napięty system codziennych działań. Sport pomaga wyciszyć system, a specyficzne zmęczenie fizyczne, to doskonały odpoczynek dla umysłu. Dobra energia dla Was...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem