Zawody łączące dwie dyscypliny to ciekawe urozmaicenie, wśród gąszczu imprez biegowych do których po kilku lat można zwyczajnie przywyknąć. Próbując swoich sił w Aquathlonie, gdzieś z tyłu głowy miałem także start w drugiej z kompilacji tego swoistego wstępu do triathlonu - połączenia biegania i jazdy rowerem. Udział w Duathlonie w Przywidzu rodził się trochę w bólach, ale ponieważ to doskonała okazja do zaliczenia świetnej mocniejszej jednostki treningowej, na wejściu w sezon postanowiłem wybrać się na Kaszuby...

Duathlon Przywidz organizowany przez ekipę 3athlete sports events, to zawody rozgrywane na dwóch dystansach krótkim ( 4.5 + 18 + 2)  i długim (9 + 28 + 4.5), gdzie do pokonania są w sumie 3 etapy oddzielone zmianą obuwia, no chyba że ktoś lubi biegać w Spd, lub nie używa zatrzasków ;). Wybierając dłuższy z dystansów świadomie wpasowałem go w trening pod nadchodzące starty w triathlonie, taka zmienność wysiłku to bardzo dobre zadanie a jednocześnie doświadczenie, które przyda mi się w strefie T2.

Jak to na imprezach bywa zawsze spotyka się sporo znajomych i poznaje nowe ciekawe osobowości. To najczęściej również kawałek dobrej konwersacji, na tematy powiązane najczęściej z naszą pasją, startami, treningiem i sprzętem. Nie bez znaczenia jest także  świetny humor, jaki przelewa się na zawodach, szczególnie jeśli się dobrze znamy. Dobry spiker zapowiadając nikomu nieznanego zawodnika na "pewne" czwarte miejsce w open, potrafi także wywołać spore poruszenie wśród elity, i chyba tylko Marcinowi Waniewskiemu z Waniewski Coaching do głowy mógł przyjść taki pomysł :)

Zawody duathlonowe to jak wspomniałem dwie dyscypliny bieganie i rower, rozgrywane w trzech etapach. Pierwszy z nich rozpoczął bieg wokół jeziora Przywidzkiego Wielkiego na dystansie 9 kilometrów. Dzięki wcześniejszej analizie i rozeznaniu terenu, mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, będzie dużo pod górę. Z założenia imprezy tego typu to zawody wymagające szczególnego podejścia jeśli chodzi o taktykę, innymi słowy "zaczniesz za szybko, szybko za to zapłacisz". Rozłożenie sił potraktowałem również jako element treningu i postanowiłem ruszyć po 5:00. Wystartowaliśmy w wesołej grupie, a ja swoim starym zwyczajem ruszyłem z końca stawki.

Etap biegowy to praktycznie w całości leśny dukt, zgodnie z zapowiedziami orgów obfitujący w nierówności terenu zwane podbiegami. Starałem się biec równo, wzniesienia pokonując krótszym krokiem. Tempo utrzymujące się na granicy 4:50 spowodowało, iż cały czas przesuwałem się w stawce zawodników, gdzieś na rzut kamieniem widząc także sylwetkę Patryka Skrzyńskiego. Skrzynia ostro zasuwa, to jedna z najbardziej przykładających się do treningu osób jakie znam, jednocześnie mega pozytywny kolega. Dlatego tym bardziej postanowiłem go gonić...

Do strefy zmian wpadłem prawie dosłownie z górki po 41 minutach z hakiem. Kask, buty i jazda z rękawiczkami w garści. Za "belką" krótka wymiana wsparcia mocą, zamotka z wpinaniem się no i lecimy. Na dzień dobry od razu podjazd 11%, potem trochę w "mordewindu" i zjazd. Na jednym z podjazdów minął mnie jeden "szybki" kolarz, by za chwilę zatrzymać się prawie w miejscu. To utwierdziło mnie w przekonaniu że taktyka "zwolnij aby przyspieszyć", jest słuszna i zawsze się sprawdza, szczególnie dla amatora jakim jestem. Część górek pokonałem na "stojąco", cóż czasem kilogramy mogą się na coś przydać ;)

Każda przeżyta chwila ma znaczenie.

Bez tego nie bylibyśmy tymi, kim jesteśmy...

Trasa w sumie to pętla, kilka podjazdów i kilka naprawdę szybkich oraz krętych zjazdów, w sumie około 27 kilometrów dobrej jakości asfaltu. Wajchowania manetkami było sporo, starając się skupić na dobrej kadencji i ciągnięciu pełnych obrotów korby, dało się odczuć znajome przypiekanie mięśni ud. Jak spojrzę na to z perspektywy czasu, to włączył mi się dawno nieodkurzany tryb "ścigania". Tryb, w którym balansując na granicy komfortu energia stawia Cię o krok dalej, o obrót koła więcej i czujesz, że to co robisz jest tym co kochasz.

Trzy pętle dobrej jazdy zleciały dość szybko bo w 58 minut, zdecydowanie szybciej niż wstępnie kalkulowałem. Na mijankach mocno pomagał doping mijanych kolegów, to jeden z aspektów który bardzo lubię, rywalizacja przepleciona wsparciem - świetne połączenie, moim zdaniem kombinacja najlepsza z możliwych. Nieoceniona przydała się także pomoc mojego brata, który zapewnił mi serwis energetyczny na nawrotach szosy i strzelił nam dodatkowo kilka pamiątkowych i wstawionych tutaj zdjęć. Pozwolę sobie również na mały apel do uczestników - na trasie szosy wyrzucono sporo opakowań po żelach, nie będę tu dywagował czy to niekulturalne czy po prostu głupie, ale to zdecydowanie niebezpieczne dla pozostałych. Jeśli jesteście w stanie jechać z żelem, jesteście też w stanie jechać z jego opakowaniem, jest zdecydowanie lżejsze ;)

Ostatni etap po drugiej zmianie obuwia to 4.5 kilometra biegu. Początkowe wrażenie gumowych nóg i uczucie, że wlokę się jak mucha w smole zniknęło po 1 kaemie ogarniętym w 4:50. Trochę czułem już zmęczenie podwozia ale tempo było spokojnie tym, które mogę dużo dłużej wytrzymać, pozostało cisnąć do mety. Niebawem minąłem wracającego już Skrzynię, kubek wody, nawrót i ostatnie dwa z hakiem, całość w 18 i pół minuty. Ostatni odcinek biegu to etap, który dużo poukładał mi w dalszych przygotowaniach do wyzwania jakie sobie postawiłem. Do Susza pozostało dziewięć tygodni a czterdzieści rękawic wcale nie jest takie nieporęczne, jak się konstruktywnie podejdzie do tematu. Zawody ukończyłem z czasem 2:03:50 zajmując 55 miejsce w open :) Wyniki z imprezy znajdziecie - Tutaj.

Nowe doświadczenia szczególnie w dziedzinie, która jest pasją w życiu to ciekawy dreszczyk emocji, takie przetarcie nieznanych szlaków zawsze zapada głęboko w pamięć. Warto próbować swoich sił w nowych dziedzinach. To nie tylko świetny rozwój własnej pasji, ale również możliwość poznania podobnie "ześwirowanych" na punkcie sportu pozytywnych ludzi, którzy wnoszą w życie dużo dobrej energii. Dziękuję również za wsparcie mocą wszystkim serdecznym przyjaciołom, będących również źródłem inspiracji i motywacji. Czerwcowa połówka nie będzie tylko moja, zabiorę Was w tę podróż będziecie jej częścią...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem