Start w drugiej edycji Garmin Iron Triathlon w Elblągu, od samego początku chciałem potraktować jako "wyrównanie rachunków". Woda i bruk elbląskiej starówki z pierwszej edycji zawodów w tym mieście, zniszczyły mnie jak upał kostki lodu na parapecie w samo południe. Zmiany wprowadzone w tym roku szczególnie na trasie kolarskiej oraz miejsce, które darzę sporą sympatią szczególnie poprzez ludzi jakich tu poznałem, nie pozwoliły mi podjąć jednak innej decyzji...

Zawody Git wpadły w pewien szablon. Poukładany, przemyślany, bezpieczny i dobrze zorganizowany soft. Bardzo mądra modyfikacja początku trasy kolarskiej, świetna oprawa imprezy i wspaniali kibice, którzy tłumnie zebrali się dopingować sportowców, to kilka z istotnych walorów zawodów całego cyklu. Jedyne drobne zastrzeżenie jakie mam do organizacji, to praca sędziów zabezpieczających trasę kolarską, a w zasadzie to ich niezaradność. Lecące po trasie draftujące "pociągi parówek" to swoista zmora GIT-u. Zastanawia mnie też postępowanie samych zawodników. Kogo tak naprawdę oszukują ? Czy wynik wywieziony na czyiś plecach cieszy, i czy ma on jakąkolwiek wartość ?? Nie sądzę...

Start w zawodach potraktowałem na luzie, mimo pewnej dozy balastu i za radą Marcina Trudnowskiego z Grupy Wodnej, totalnie wyłączyłem parcie na cokolwiek. Sam udział w imprezie i ukończenie dystansu oraz pokonanie własnych "demonów", jest dla mnie celem samym w sobie, kolejnym krokiem sportowej strony życia ale i zarazem lekcją pokory.

Woda i rower zajęły czasy zgodne z założonym planem i dopasowały się do aktualnych możliwości. Odpowiednio 19:35 i 1:26 plus niepełne 6 minut spędzone łącznie w T1 i T2, były najprzyjemniejszą częścią całości. Zapłaciłem za to na bieganiu, gdzie we znaki dała się odczuć symboliczna ilość zakładek, więc postanowiłem pobiec bardzo spokojnie meldując się na mecie po 2h 49min i 34 sec.

Zawody ukończyło również sporo moich przyjaciół, część z nich debiutująca w tego rodzaju zawodach, tutaj szczególne słowa uznania dla Wojtka Bartnickiego. "Stresuję się jak przed pierwszym maratonem", padło gdzieś w dyskusji, kiedy ogarnialiśmy się wspólnie na wodę. Wojtek ukończył zawody w czasie 2 h 45 min i 46 sec.

Team Pasja Czyni Wolnym reprezentował również Ryszard Huzar, który regularnie startuje w edycjach zawodów  organizowanych przez Labo Sport. Ryszard ukończył zmagania z czasem 2 h 58 min 47 sec. Wszystkie wyniki poszczególnych dystansów znajdziecie - tutaj.

Zawody w Elblągu zapisały się również w świecie tri, jako jedne z nielicznych gdzie doszło do tragedii. Śmierć zawodnika, zawsze wzbudza masę emocji, często skrajnych dyskusji i zupełnie niepotrzebnych spekulacji. Tutaj przytoczę wpis mojego kolegi Dawida Szota, który bardzo mądrze odniósł się do tej przykrej sytuacji:

Szanowni,
uczestniczyłem w Garmin Iron Triathlon w Elblągu. Jest mi przykro, że ten post powstaje, bo temat, który poruszę, nie powinien być tak szeroko dyskutowany.  Jak wiemy, w czasie etapu pływackiego ZMARŁ nasz kolega Triathlonista. Celowo napisałem zmarł przy pomocy caps locka - spotkałem już się z wieloma określeniami - m. in. zginął, czy utonął.
Mężczyzna ten nie zginął i nie utonął. Ratownicy pytali Go wcześniej, czy nie potrzebuje pomocy. Kolega odmówił, wierzył, że da radę. Stało się niestety inaczej.
Nie pozwoliła na Jego utonięcie natychmiastowa reakcja ratowników, którzy otaczali nas ciasnym szpalerem i czuwali, żeby etap pływacki był dla mas bezpieczny. Organizator zapewnił świetne zabezpieczenie trasy pływackiej, co widać na przykład na filmie ze startu obydwóch dystansów. Nawiasem mówiąc, uprawiając Triathlon od trzech lat, byłem na wielu imprezach zorganizowanych na rożnym poziomie (choć imprezy Labosport to europejska czołówka), to za każdym razem trasa pływacka była szczelnie obstawiona przez ratowników, motorówki, deski etc. Dalej bywało różnie, ale woda zawsze była bezpieczna. Podczas zawodów w Stężycy zatrzymałem się na kilka sekund, żeby zmienić coś w zegarku - od razu mój postój wychwycił ratownik, który podpłynął do mnie, nim skończyłem klikać w Garminie.
Przykre jest ogromnie to, że tak wielu samozwańczych specjalistów, zamiast pochylić się nad tragedią naszego Kolegi, Jego rodziny i ogólnie zwolnić na chwilę przy tej wymownej śmierci młodego człowieka, czy umówić się na wizytę i badania kardiologiczne - nauczeni przykładem, wylewa wiadro pomyj na organizatora imprezy, czy zabezpieczenie trasy. Pomyślcie nad sobą, a nie szukajcie taniej sensacji. Nie wdawajcie się w dyskusję z idiotami. To jest tragedia, zmarł młody człowiek, ale to tragedia, która mogła się wydarzyć i w innych okolicznościach, a organizator nie miał na nią wpływu!
Błagam Was, skończcie swoje ekspertyzy, wydawanie sądów, mieszanie z błotem orgów, a oddajcie cześć pamięci naszego Kolegi, modlitwą, myślą, czy przebadaniem się, sprawdzeniem, czy organizm idzie w parze z duchem i też jest ze stali, czy pomyślcie ciepło o Jego rodzinie. Filip Szołowski - bardzo współczuje Tobie i całemu zespołowi, trudny czas dla Was, macie nasze wsparcie. Wiemy, ze śmierć jest nieoczekiwana, zaskakuje nas i nie ma w tym Waszej winy. Nie ma w tym niczyjej winy.

Śpij Kolego, kiedy tylko patrzę na szkiełko - moje najsmutniejsze trofeum - czy gdy na nie spojrzę w przyszłości, moje myśli odchodzą w Twoją stronę, w stronę Twojej Mamy, której pękło serce, gdy przyszła oklaskiwać występ syna, a musiała zidentyfikować Jego zwłoki.

Szanujmy Kolegę, szanujmy Jego Rodzinę, szanujmy Orgów i zakończmy ten cyrk, proszę Was - Dawid Szot.

 

Garmin Iron Triathlon Elbląg 2017, przechodzi do historii. Start, który pozostanie w pamięci wielu z nas jako lekcja życia, odpowiedzialności i konsekwencji podejmowanych decyzji. Warto, by każdy wyciągnął własne wnioski i pochylił się chociaż na chwilę, nad tym co robi. Zastanowił się, czy bezmyślne komentowanie czyjegoś dramatu, nie powinno stanąć naprzeciw sporej dawki osobistej pokory...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem