Foto. Marek Mróz

Wolne przedpołudnie, zapowiadająca się piękna słoneczna aczkolwiek mroźna pogoda, w planie mała wycieczka rowerowa... Standardowa procedura ubioru w kilka warstw bluz, kurtek, skarpet i rękawic, czapka, okulary i... kask. Wstępnie nic nie zapowiadało małej przygody jaka czekała na mnie jakieś 8 kilometrów dalej, odpaliłem urządzenia radio-endo lokacyjne i z wesołym chrzęstem śniegu pod kołami Marlina ruszyłem w teren. Zaplanowałem zapuszczenie się w dalsze okolice pól i łąk gdzie na jednym z treningów, dane mi było spotkać chrząkające stado szczeciniastch kolesi z szablami - uparcie szukających żołędzi na polu, które latem porastał rzepak...

 

Droga miejscami całkiem mocno zasypana śniegiem kryła różne niespodziewane atrakcje, tak było i w tym przypadku. Większość trasy pokonywałem "na stojaka", muldy błotnej zmarzliny, zamarznięte kałuże większe i duże, trzeba było uważać. Większość z nich pod ciężarem roweru... choć pewnie bardziej pod moim, po prostu pękała i jechało się dość stabilnie. W pewnym momencie wjechałem na płytką i sporą lodową patelnię, no i chyba trochę za szybko...

Tylne koło wpadło w uślizg, sprzęt z pod siedzenia "odjechał" a ja wiedziony odwiecznym instynktem wszechobecnej grawitacji, zaliczyłem bliskie spotkanie ze zmarzniętą glebą, a ściślej mówiąc lodem, który nawet nie popękał... Upadłem bezpośrednio na tylne części ciała i mimo behawioralnego odruchu rąk całkiem solidnie przydzwoniłem tyłem głowy w lodowy beton. W tym momencie doceniłem zeszłoroczny wydatek, czyli zakup kasku....

Ta karkołomna ewolucja wyostrzyła moją uwagę, część trasy o bliżej nieokreślonym profilu pod śnieżnym pokonałem marszem lub truchtem. To w sumie fajne rozwiązanie bo przypomniały sobie o zimnie palce nóg. Tak jak spodziewałem się spotkałem cześć polnych towarzyszy - stado saren, dziki przepadły gdzieś bez wieści... ale namierzę je niebawem. Zabiorę też aparat umożliwiający ściągnięcie obrazu, bo foto z gopro w tym temacie jest mocno ograniczone... 

Widoki o wczesnej porze dnia, zapierają dech w piersiach, choć znam te tereny poczucie przestrzeni, dodaje im szczypty dzikości i magii. Swoją drogą namierzyłem kilka odcinków, na których będzie można zimą pośmigać na biegówkach, choć zdecydowanie w tym temacie wolę góry a konkretniej Jakuszyce.

Drogę powrotną śmignąłem w stronę poczciwego Zamczyska, majaczącego w oddali. Po drodze wystraszyłem stado kaczek i łabędzie, runda wokół zamku i kręciłem do domu. Do następnego śnieżnego szuu szuu... Kaski na głowę i w drogę. Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem