Autor & Foto. Marek Mróz

Niedzielną wycieczkę rowerową zaplanowaliśmy jakoś z tydzień temu, analizując z kolegami z Grupy Kolarskiej Malbork, lekki spadek aktywności w tym temacie ostatnimi czasy. Obecna pora roku przypomina siebie tylko z nazwy, więc spokojnie można było pokręcić. Jednak sobotni tajfun i opady deszczu raczej nie wróżyły, że zrealizujemy nasze założenie taktyczne i zdecydujemy się pojechać następnego dnia. Na niedzielne Szuu Szuu, jak nazywamy skrótowo nasze wojaże rowerowe,  zdecydowała się biegająca koleżanka z Malborka Ilona oraz dwóch rowerowych maniaków Zygmunt i Łukasz. Na spotkanie wyznaczyliśmy sobie godzinę 9:30 na parkingu w centrum miasta, przezornie wyszedłem kilkanaście minut wcześniej nauczyć się jeździć... w spd (pedały z zatrzaskami do butów).

Przed spotkaniem dopompowałem 3 bary w koła i pokręciłem kilka kółek, zapinając i wypinając zatrzaski w mocowaniach pedałów (spd) i trekingowych butach do nich dedykowanych. Nigdy wcześniej nie jeździłem w tego rodzaju mocowaniu butów do pedałów , a o kilku glebach kolegów, którzy nie wypięli się przed zatrzymaniem trochę słyszałem. Ustawiłem bloki na minimalną siłę wypięcia, klik, klik.. jadę. Buty wypinałem kilkakrotnie obracając piętę na zewnątrz, wypinały się lekko, będzie chyba ok., pomyślałem. Planowałem też, że w terenie powiedzmy średnio bezpiecznym, będę jechał na ich drugiej stronie, czyli zwykłej zębatej platformie. Na spotkanie przybyli wszyscy chętni i po krótkiej naradzie i decyzji, że prowadzi Zygmunt oraz ze kręcimy około 2 godzin, ruszyliśmy w stronę Gościszewskich lasów spokojnym tempem nie bacząc na kadencję :).

Ruszyliśmy w stronę Nogatu, jadąc szutrową ścieżką spotkaliśmy Barcika i Zenka, lecieli chyba 3 zakres więc z kamerą nie zdążyłem, wymieniliśmy tylko serdecznie pozdrowienia ;). Droga była zmarznięta, miejscami błoto lekko puściło, nie wiało też za mocno warunki wręcz idealne do jazdy. Trochę żałowałem, że nie zabrałem ocieplaczy na nogi, mimo dwóch par skarpet, już wiedziałem, że poczuję po drodze palce.

Jechało się świetnie, czasem trochę przeganiałem grupę łapiąc na ślepo fotki. Już mniej więcej wiem co "oko" widzi ale jeszcze do ideału sporo brakuje, no i trzeba pomyśleć o monopadzie, to zdecydowanie rozszerzy pole działania w tym temacie. Pogoda, jak zgodnie stwierdziliśmy przypominała bardziej początek marca niż stycznia, choć temperatura oscylowała w okolicach 2 st. C. Po ostatnich modernizacjach ustawień jechało mi się wygodnie, jedynie nad indeksacją tylnej kasety muszę chwilę popracować.

Przejeżdżając przez okoliczne wioski, mieliśmy okazję złapać sztafetę lotną z kilkoma czworonogami, które puściły się za nami zdecydowanie nie po to, żeby się przywitać :). Dobrze, że byliśmy szybsi i rowery oraz nogi zostały nie naruszone.  Nie mogło zabraknąć także klasycznego w tych czasach selfi z ręki...

Po dotarciu do półmetka naszej wycieczki, zjechaliśmy na asfaltową "dewizówkę", która miała nas doprowadzić z powrotem na leśno polny szlak, trochę z innej strony... Droga była jakoś dziwnie błyszcząca. Pierwszy poleciał Łukasz... Dobra, słuchajcie jest ślisko, musimy uważać... Za jakieś 20 metrów dalej usłyszałem jak upada Zygmunt, pół sekundy później Ilona, która obróciła się, aby zobaczyć co się stało... Wypiąłem się grzecznie nie kusząc losu i chwiejnym krokiem doszliśmy do najbliższego zejścia w las. Droga przypominała raczej tor do jazdy szybkiej, jak ktoś ma w szafie panczeny to zapraszam w to miejsce ;) Przyczepność dla roweru zero.

 

Leśne dukty były dużo bardziej bezpieczne, no i przyjemność z jazdy w pofałdowanym terenie jest rewelacyjna, można świetnie pośmigać. Minęliśmy też kilku biegaczy, sam też pamiętam te trasy, niejednokrotnie przyjeżdżamy tu na crossowe treningi z kolegami z Grupy Malbork.

Naszą wycieczkę zakończyliśmy pitstopem na myjni ręcznej. Co prawda błota na maszynach za dużo nie było ale na czyszczenie w domu nikt się nie zdecydował. Za parę złociszy można spokojnie ogarnąć kilka rowerów, zmyć cały bród i piasek.

To była moja pierwsza taka terenowa wycieczka od niepamiętnych czasów. Wypad w grupie to spora dawka pozytywnych emocji, masa wesołych rozmów i świetnie spędzone przedpołudnie. Nawinęliśmy na koła ok 36 km spędzając 2h i 50min na kręceniu. Bardzo dobre wrażenie mam też z jazdy w zapięciach spd, wymaga na pewno sporo czasu, aby weszło w krew odruchowe wypinanie się, ale komfort i czucie roweru jest zdecydowanie lepsze. Na pewno niebawem powtórzymy taką akcję, może w końcu spadnie i utrzyma się trochę śniegu... Serdeczności - Marek.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem