Niedzielną  wycieczkę szosami zaplanowaliśmy korespondencyjnie kilka dni temu, dołączyli do nas kumple z Malborka i kilka osób z poziomu wydarzenia na fb. Plan był prosty, spalić kalorie z sobotniego grilla Grupy Malbork i coraz bardziej wkręcać nogi w przygotowaniach do 1/4 IM w Ślesinie. Nic nie zanosiło się na to że spotkamy, właśnie tego kogoś po drodze i że zgubię jedną ze szprych...

Po wylocie z Malborka i zagarnięciu w Gościszewie "Renifera", zmieniliśmy zakładaną wcześniej trasę na leśny etap górski. Kolega Tomasz zaproponował pośmiganie po "leśnej dewizówce", nigdy tam nie byłem, więc nie trzeba mnie było za długo przekonywać. Pogoda dopisała na rower wręcz idealnie, pełne słońce i lekki chłodny wiatr, nic tylko kręcić.

Trochę zagadaliśmy po wjeździe na mniej uczęszczaną przez blaszaki drogę, Jacka lekko zarzuciło, ja akurat przyspieszałem i trach... coś strzeliło w moim przednim kole. Po zatrzymaniu okazało się że urwało nypel jednej ze szprych. Po jej szybkim demontażu przez Tomka, ruszyliśmy dalej. Jak się okazało, wiedza naszego kolegi to dość duże pole manewru taktycznego, Renifer musi dać do "przeglądu" przedni suport, który podobnie jak wcześniej moją maszynę, źle poskładał "f-achowiec"... Moje przednie koło wykazywało również lekkie bicie i w tygodniu przedstartowym, czeka mnie więc oprócz planowanej wymiany gum na nowe, naprawa przedniego koła. Tu sprawę od razu przekażę do Salonu Bogdana Bondariewa w Tczewie, fachowo - solidnie - profesjonalnie.

Jadąc rozkoszowaliśmy ślepia fantastycznymi widokami, szczególnie na "zapomnianej" leśnej drodze. Nie forsowaliśmy tempa, po wczorajszym Biegu Papiernika, na każdym z podjazdów pojawiało się znajome pieczenie w udach, które odprężały dość szybkie zjazdy. Wycieczka miała być i była pełnym relaksem w tempie konwersacyjnym. W jednej z chwil przed nami nad leśną drogą przeleciał drapieżny ptak... tego się nie kupi, trzeba po prostu znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie.

Po nawrotce na końcu naszej "szklanej" trasy, kątem oka zauważyłem rowerzystę i pierwsze co pomyślałem - pewnie to Patryk. Zawołałem do oddalających się już kumpli, że jedzie Skrzynia, zawrócili. Po zbliżeniu się jeźdźca, okazało się jednak, że to nie Patryk tylko jakiś "Turysta na rowerze" - tak pomyślałem, do momentu, w którym osobnik skryty za daszkiem żółtej czapki się odezwał... Okazało się, że to Radek, który od jakiegoś czasu na swoim wehikule mocy, pali kalorie i doskonale uzupełnia trening biegowy.

Wycieczka grupą na kołach to fantastyczna sprawa, nie tylko mobilizuje i wzmaga bezpieczeństwo bierne ale daje również masę pozytywnych emocji. Jest czas na rozmowy o szeroko pojętym treningu, sprawach różnych i różniastych. Już planujemy kolejne wypady, wszak nad morze jest nie tak daleko jak mogło by się wydawać...

Serdeczności - Marek Mróz

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem