Jesień mimo jeszcze dość mocno wypełnionego kalendarza imprez sportowych, staje się często i zarazem słusznie etapem roztrenowania po sezonie. Taki odcinek wyciszenia organizmu, to doskonałe medium regeneracyjne nie tylko dla mięśni ale i dla psychiki. To również świetna okazja do posmakowania swojej pasji z innej strony i spojrzenia na nią z pewnego dystansu i odmiennej perspektywy. Całkowita bezczynność dla ludzi uzależnionych od endorfin nie wchodzi przecież w grę, warto więc zmienić delikatnie "kąty" i odciążyć organizm a także dać popracować sercu w trochę inny sposób...

Rower Mtb jest doskonałym uzupełnieniem treningu, dla nas amatorów staje się dodatkowo wehikułem "czasu i przestrzeni" zdecydowanie zwiększającym zasięg i walory poznawcze, najbliższej okolicy lub terenu gdzie aktualnie spędzamy czas. Nie orientuję się jak wygląda ta sprawa wśród elity biegaczy, ale na pewno konstruktywne i przemyślane wykorzystanie potencjału roweru, może przynieść wiele korzyści - Dobry Łykend, jak to sprawnie ogarnia kolega Piotr Suchenia. Możliwości dwóch kółek ogranicza w pewnym stopniu jedynie nasza wyobraźnia - przejażdżka po okolicy, koleżeńska wycieczka ekipą czy też mniej lub bardziej zorganizowany wypad w nieznane - jedyne co pozostaje to przejść do realizacji pomysłu. Ogarniając rower późną jesienią ubiegłego roku, założeniem było zacząć jeździć przez cały sezon, wyszło średnio bo łatwo marzło się w biegowe trampki. Obecne zamierzenia to korzystanie z dwóch kół nie tyle tak często jak się da, ale również jako trening regeneracyjny, pełne cardio w szeroko pojętym aspekcie stref tętna :) Połączenie to ma również, drugie mętne jeszcze dno - przygotowanie siedzenia i nóg do przyszłego roku, łapania luzu i przyzwyczajania organizmu, że zejście z roweru to dopiero początek starcia z wyzwaniem...

Trening na rowerze stał się od pewnego czasu uzupełnieniem moich działań, zarówno pod względem przygotowań i planów, ale również formą aktywnego wypoczynku. Ta forma wysiłku, choć może wydawać się na pierwszy rzut oka rozwiązaniem monotonnym, wcale taka nie jest. Sterując tempem jazdy, kadencją kończyn dolnych czy też tętnem naszego silnika, możemy odnieść wiele korzyści w zależności od zastosowanego dla określonego efektu odpowiedniego środka. Spokojnie popracujemy nad wytrzymałością, siłą czy tempem, wszystko zależy od naszej inwencji i potrzeb. Mając do wyboru wehikuł szosowy lub mtb, również znacznie zwiększamy swoje możliwości, a rozszerzając pole działań o teren w jakim go zaplanujesz, wychodzi nam całkiem solidna i urozmaicona baza wariantów do rozegrania.

Niedzielną wycieczkę rowerową zaplanowałem w pewnym sensie tuż po starcie, zmieniając wcześniej wykombinowany azymut. Połączyłem etap miejsko polny, z leśnymi duktami znanymi mi z treningów biegowych. Jadąc swobodnym tempem, w kilku miejscach skręciłem w nieznane. To ciekawe uczucie kiedy nagle znajdujesz się gdzieś gdzie jeszcze nie byłeś, a to tylko kilka kilometrów od miejsca gdzie mieszkasz całe życie. Zna je chyba każdy cyklista. Świadomie nie zabrałem ze sobą zaplecza izotonicznego, jedynie kilka monet na ewentualną wodę po drodze lub karszer, jeśli gdzieś zbyt bardzo zabłocę maszynę. Z sytuacji tej wyręczył mnie jednak tym razem deszcz pod koniec wycieczki. Coraz bardziej doceniam też spd, do których po pierwszych kilku glebach, złapałem pewną dozę nieufności. Kolejny wypad na dłuższe pokręcenie z obszerną fotorelacją już niebawem, smarujcie łańcuchy, zapinajcie kaski i działamy...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem