Amator uprawiający sport, co pewien bliżej nieokreślony czas staje przed zupełnie podobnym punktem do rozważenia i podjęciem decyzji, która w znaczący sposób zmienia to, co robi dalej. Nie chodzi tu tylko o część życia poświęconą pasji, ale również działania zawodowe i osobiste. Bo czyż to właśnie nie stawianie sobie celów, wyzwań i pokonywanie barier nie jest tym co podnosi jakość naszego istnienia ? Tym co nas rozwija, nakręca nam sprężynę działania i tym co sprawia, że tak naprawdę żyjemy ?? Czasem warto zrobić coś, o czym nigdy wcześniej nawet by się nie pomyślało, nieracjonalnym, niewykonalnym. Sport pomaga podejmować takie decyzje, a dzięki wytrwałości wiemy, że nie ma rzeczy niemożliwych. Koniec i kropka...

Każdy z nas kiedyś zaczynał, bywało różnie. Dla jednych wyzwaniem było 5 km, dla innych kilometr, dla mnie paręset metrów. Każdy miał swoją motywację, postanowienie czy też problem ze swobodnym zawiązaniem butów... Ważne aby wytrwać w tym co robimy, skupić się na celu i działać. Po co to robisz ? zapytał kolega, kiedy powiedziałem mu o wstępnym zarysie sezonu pod kryptonimem roboczym "czterdziestka"... Jak to po co ? Chcę spełniać marzenia, rozwijać się i zrealizować założone cele. Chcę czuć, że żyję - odparłem wprost przełykając kęs zamówionej parę chwil wcześniej szarlotki na ciepło, specjalności elbląskiego Młyna.

Nie ma tak, że to co robimy w pewien sposób nie ewoluuje. Własne doświadczenia, organizm i serce pchają nas ku nowemu, na nieznane ścieżki, miejsca i wyzwania. Pamiętam dobrze pierwszą połówkę, pierwszy maraton. Same przygotowania może trochę mniej bo zawsze najwięcej emocji budzi sam udział w zawodach, szczególnie gdy odkrywa się nowe nieznane tereny. Wyjazd na dużą imprezę zostawia szczególny smak - Berlin, Wiedeń czy Praga, takie eskapady zostają na zawsze w pamięci, podobnie jak biegi w górach. Do tego wspaniali ludzie, ekipa z którą można wywracać świat do góry nogami. To wszystko tworzy magię w czystej postaci, która miesza się z wysiłkiem gdy uśmiech przecina kropla spływającego potu. To wszystko to esencja tego co robimy, poświęcając swój czas na pasję jaką wszyscy mamy w sercach...

Sezon 2016 postanowiłem przekierować w stronę "bermudzkiego trójkąta" sportowego, czyli triathlonu. Po dwóch startach w Górznie oraz w Ślesinie, wiem, że to połączenie bardzo mi odpowiada. Nie tylko startowo, ale przede wszystkim treningowo. Różnorodność i wszechstronność bodźców, jest dla mnie zdecydowanie ciekawsza niż perspektywa "ubijania" kolejnych kilometrów. Obierając na celownik "godzinę zero" sugerowałem się również pewnym etapem w życiu, który to dość blisko dnia startu przekroczę, a nawiązuje do niego tytuł tegoż wpisu. Nie bez znaczenia jest też pozornie irracjonalny fakt, że mimo większej ilości czasu jaki będzie trzeba na to całe zamieszanie poświęcić, logistycznie będzie mi je łatwiej ogarnąć.

Teraz prędko.

Zanim dotrze do nas, że to bez sensu...

- Król Julian

Dziś zaczyna się pierwszy z 26 tygodni planowanych działań, które z grubsza mają spowodować, że po strzale startera przestanę myśleć bliżej racjonalnie i uda mi się przemieścić w jednym w miarę mało sponiewieranym kawałku, w stronę miejsca jakie od pewnego czasu błąka się gdzieś z tyłu mojej głowy. Pierwsza myśl o starcie w 1/2 Iron Man zaiskrzyła tuż przed startem w Ślesinie, jak ogarnę to w 3 godziny robię połówkę - pomyślałem wtedy, podobnie było z pierwszym maratonem. Był wyzwaniem, ale i pewnego rodzaju nagrodą za wykonanie planu pierwszej połówki - złamać dwie godziny i nie zatrzymać się... Pierwszy wybór padł na Bydgoszcz-Borówno, jednak logistyka i termin nijak pasowały do całej układanki, przypadkowa rozmowa z Krzyśkiem vel. Wiatrakiem, rzut na taśmę i wskoczyłem na pokład imprezy, gdzie już kiedyś byłem... co prawda jako fotoreporter, ale zawsze. Wtedy nawet pomyślałem, że może kiedyś spróbuję, ale tak naprawdę trzeba było czasu by zdecydować się stanąć tu na starcie...

Susz, bo o nim mowa to swoista mekka dla Tri-atletów, amatorzy tego sportu chętnie tu wracają, mimo wielu atrakcyjnych imprez nie tylko w naszym całym kraju. Czytając tamten wpis wracają myśli, wspomnienia i emocje. Czterdzieści rękawic to wyzwanie na ten rok, złożą się na nie co prawda cztery starty, ale Susz będzie w jednym względzie inny, pierwszy raz zmierzę się z tym dystansem.

Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo i że na pewno "będzie bolało", trzeba się dobrze przygotować, każde nawet najsłabsze ogniwo musi dokładnie zatrybić. Tutaj nie ma drogi na skróty. Wytrwałość i konsekwencja pozwalają zmieniać czas, być tam gdzie chcemy realizując marzenia i pasję. To dzięki nim poznałem wspaniałych ludzi, którzy bez wahania podeprą mnie jeśli się ugnę, inspirują i motywują mój system operacyjny. Czas działać, czas żyć pełnią życia...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem