Jeszcze nie tak dawno zastanawiałem się nad sensem podęcia działań w kierunku, stawiającym moje podzespoły w stanie podwyższonej gotowości. Jak to będzie, kiedy wstawię do boksu rower, ułożę w koszyku zaplecze biegowe i założę piankę trzymając w zębach okularki ?  Był początek grudnia, za oknem szybko robiło się ciemno, sącząc herbatę z cytrynką zacząłem pierwszy szkic cyklu jaki ma mnie do tego doprowadzić. Dziś mija siedem tygodni bliżej ukierunkowanych działań, zostało jeszcze dwadzieścia jeden do godziny zero, z dwudziestu ośmiu jakie wtedy rozpisałem. Tydzień temu ruszyliśmy też z akcją o kryptonimie taktycznym #18procent, w której wspólnie z Waldkiem Misiem rywalizujemy w naszych przygotowaniach do Triathlonu w Suszu na dystansie średnim. Bawiąc się sportem, chcemy też rozdać porcję dobrej energii, pomagając przy tym Fundacji Dorotkowo i dzieciakom znajdującym się pod ich opieką.

Wspomniany okres wejścia w trening, poświęciłem przede wszystkim na jego mocne urozmaicenie oraz na trwałe wdrożenie w działania czynników, które zdecydowanie powinienem poprawić - pływanie i sprawność ogólną. W pewnym sensie wróciłem też do podstaw, gdzie wspomagam się swoistym "homontem" w postaci pulsometru. Cóż nabranie zimowych zapasów w postaci opony przyszło łatwo, zdecydowanie za łatwo. A rozpędzić przeładowaną furmankę, nie jest tak prosto jak mogło by się wydawać...

Pływanie to sport, który w sumie bardzo lubię może również dlatego, że od czasu pieluch siedzę poniekąd w akwarystyce. Sam nauczyłem się tego sposobu przemieszczania w cieczy, trochę podszkoliły mnie zajęcia na Gdańskiej AWF, a resztę lekko zakurzył czas. Korzystając z okazji, iż znam dość sporo osób "z branży" o wsparcie poprosiłem mojego kolegę Przemka Siemieniuka, zajmującego się na  co dzień szkoleniem w zakresie pływania. Przeprowadzona analiza, potwierdziła błędy jakie u siebie podejrzewałem no i oczywiście nowe, o których bym nawet nie pomyślał. Praktycznie nie pracuję nogami i ten element koniecznie muszę poprawić. Małe zmiany wplecione w pokonywane długości, powinny zmienić mój nieskoordynowany ster może nie zupełnie w napęd, ale wykluczyć go z roli swoistego hamulca. Doskonalenia wymaga także praca ramion, które przenoszę za bardzo poza oś ciała, Przemek konstruktywnie mi to wytłumaczył i zaproponował kilka ćwiczeń, które powinny pomóc. Nie bez znaczenia jest również fakt, że ze zwykłego lenistwa i po trosze wygody oddycham tylko na prawą stronę, to również wymaga korekty i praktycznie całe zajęcia podtapiałem się lekko na lewo...

Najważniejszym jednak faktem, jest bardzo trywialny błąd, który popełniałem poniekąd świadomie. Z racji ograniczonego czasu na trening, starałem się maksymalnie wykorzystać czas i napływać jak najwięcej. To błąd, duży błąd. Tu muszę poczynić zdecydowane korekty, które mają wpłynąć na tempo mojego dryfowania nie tylko z nurtem basenowych filtrów :)

Szaleństwem jest robić wciąż to samo

i oczekiwać różnych rezultatów... - Albert Einstein

Do treningu biegowego oraz rowerowego jak wspomniałem, postanowiłem poważnie zaprząc nadgarstek sparowany niebieskim łączem z umieszczonym na klatce, czujnikiem obrotów wału mojego silnika. Nie jestem pewnie jedyną osobą, która owego narzędzia używa i na tym najczęściej kończy analizę pozyskanych, a jakże ważnych jeśli chcemy się rozwijać danych. Tym razem postanowiłem wrócić do pracy u podstaw, co już kiedyś uczyniłem i mega zwolnić. I to zwolnić na tak długo, aż system drgnie, co też w ostatnim z mijających tygodni widzę naocznie a przede wszystkim odczuwam na sobie. Ma to zapewne związek ze spadkiem masy własnej opisywanego pojazdu, ale moim zdaniem też, ze stopniowym poprawianiem się zachodzących w "gulunkowej biomaszynie" procesów tlenowych. Dużo łatwiej oczywiście kontrolować jest mi tą zabawę na rowerze, kiedy to wpięty w trenażer, łykam kolejny motywujący film z Kona. Na bieganiu bywa gorzej z racji różnorodnego terenu, ale ogólnie założone treningi w tlenie są w końcu właśnie w nim.

Dodatkowym aspektem, który świadomie i rzetelnie wprowadziłem w tym sezonie w trening są stacjonarne ćwiczenia ogólnorozwojowe. Próbowałem już statycznej stabilizacji, rozważałem też przez większą chwilę zakup ketlebeli, ławeczki i innego żelaznego ustrojstwa. Rozwiązanie przyszło jednak niespodziewanie i zupełnie inne niż kombinowałem. Ciekawą propozycję podesłał mi wdrażający się w tenże temat mój kolega Alex Barszczewski, a chodzi tu o program ćwiczeń opracowany przez Marca Laurena. Zadania, w których to własne ciało staje się narzędziem pracy i nieduża ilość czasu potrzebna na porządne przeczołganie zapomnianych mięśni, to strzał w dziesiątkę. Dodatkowo spora oraz dostosowana do możliwości ćwiczącego ilość układów i wariantów ćwiczeń, jest dokładnie tym czego potrzebowałem. Nie ma tu miejsca na nudę, a wszechstronność oddziaływania bardzo mi odpowiada.

Kończący się tydzień jak i przynajmniej kilkanaście kolejnych weekendów postaram się w ramach możliwości biegać w terenie. W sumie skorzystam z dwóch opcji - Elbląskiej Bażantarni oraz nadmorskich leśnych ścieżek w Stegnie, tak jak dziś. Oba rozwiązania to bardzo ciekawe miejsca, gdzie liczy się nie tylko trening. Warto choć na chwilę nawet w biegu, znaleźć się w sytuacji, w której zatrzymuje się czas, nie patrzeć na tempo czy ilość ogarniętych pod nami kilometrów. Można wtedy nabrać swobodnie powietrza i poczuć, że życie to zajebista przygoda, której sami piszemy scenariusz...

Serdeczności - Marek Mróz

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem