Jeszcze nie tak dawno tygodnie do mojego docelowego startu oscylowały około trzydziestu. Dużo czasu żeby się przyzwoicie ogarnąć i jeszcze więcej, żeby nie zawsze trzymać się reżimu treningowego, szczególnie w obrębie diety. Któż tego nie zna niech pierwszy... zgasi światło w lodówce. Czas upłynął szybko. Kilka tygodni na bardzo przyzwoitym poziomie realizacji założeń, przeplotłem paroma średnio konstruktywnymi działaniami jeśli chodzi o trening. Cóż, życie często weryfikuje nasze plany. Choć bycie elastycznym i w miarę zorganizowanym mocno pomaga, to nie jest to proste w przypadku jeśli korzystasz z doby w maksymalnym wymiarze czasu...

Pierwotnie mój sezon czterdziestu rękawic zaplanowałem na pięć startów, w następującym układzie logistyczno - taktycznym:

  • Garmin Iron Triathlon Ślesin - 1/4
  • Tri Tour Energy Starogard Gdański - 1/4
  • Euco Susz Triathlon - 1/2
  • Garmin Iron Triathlon Elbląg - 1/4
  • Prime Food Triathlon Przechlewo - 1/2

Wszystko ogólnie wyglądało w miarę sensownie, do momentu przyjrzenia się na chłodno zaplanowanym w pewnego rodzaju specyficznym podnieceniu, terminom wszystkich startów. Jak wiadomo z zapisami jest trochę szaleństwa. Trzeba decydować się sporo wcześniej, nie tylko ze względu na słusznie rosnące stawki startowe, ale i całkiem szybko kończące się limity uczestników. Cóż popularność Tri rośnie w tempie wprost geometrycznym i moim zdaniem mówiąc delikatnie, nie ma co za bardzo zdziwionej miny robić. Na odstrzał niestety musiał pójść Starogard Gdański, nawet zmiana dystansu 1/4 na 1/8 nie bardzo mi pasowała. Tydzień przed debiutem w Suszu wolę nie ryzykować. Oddałem miejsce koledze z Teamu JestemGit ekipy El-Aktywnych - Maćkowi. Pojadę tam z kamerką wspierać ekipę mocą i przy okazji zrobić małą multimedialną pamiątkę.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że spotkam się tam... z samym sobą, co prawda trochę wyższym i zajmującym się aktualnie oprócz triathlonu hokejem, no ale co tam raz się żyje... ;)

Pozostały układ startów w tym sezonie postanowiłem zamurować na sztywno. Choć wiadomo, że zawsze coś nieprzewidzianego może pokrzyżować misternie uknuty plan. Myślę pozytywnie i w miarę możliwości, podporządkowuję swoje działania pod realizację marzenia na ten rok. W plan wpisze się też kilka startów stricte biegowych - parę dyszek i dwie połówki, ale udział w nich będzie tylko startem z kategorii towarzysko - treningowych. Udział w zawodach triathlonowych ma również trochę drugie dno, a pełen konspiracji misternie knuty zza kubka z kofeiną scenariusz zdarzeń, wygląda obecnie tak...

ŚLESIN

Do Ślesina w pewnym sensie wracam, ubiegłoroczna edycja bardzo pozytywnie zapadła mi w pamięci. Świetne zawody, piękne otoczenie i masa dobrej energii w tej otwierającej sezon imprezie, spowodowała że chcę tu wystartować kolejny raz. Szczególnie wspominam odcinek pływania z etapem pod mostem pomiędzy kamiennymi grobami, wrażenie płynięcia tam jest mega. Mocno pamiętam też trasę kolarską, a najbardziej masę kapci jakie mijałem po drodze. Podobno na tą swoistą plagę gum wpłynęła nagła zmiana temperatury asfaltu wywołana deszczem i gradem, czego z kolei nie wytrzymywał klej w szytkach. Przezornie jadę na kołach tradycyjnych, a pod siodełko zabieram zestaw awaryjny.

Cel ? zagiąć lekko ubiegłoroczny wynik - 2:51, o ile ? nie wiem. Plan zakłada start w strefie, którą mogę w miarę sensownie kontrolować. Mniej więcej wiem że stać mnie przynajmniej na urwanie kilku minut, ilu tego nie kalkuluję. Zweryfikuje to dystans, pogoda  i oczywiście dyspozycja dnia. Zdecydowanie więcej pływam i jeżdżę rowerem, co też przekłada się na międzyczasy dotyczące tych dyscyplin. Nie jest ot oczywiście jakiś wynikowy kosmos, ale dla mojego amatorskiego podejścia zdecydowanie wystarcza. W Ślesinie wystartuje również kilku moich serdecznych znajomych, więc dobrej energii i wzajemnego nakręcania kadencji na pewno nie zabraknie.

SUSZ

Susz, mekka polskiego tri. Choć wstępnie planowałem debiut gdzie indziej, szalę przeważyły dwa aspekty. Po pierwsze tam byłem i popełniłem reportaż z udziału w imprezie kilku przyjaciół - Herbalife Susz Triathlon. Wtedy nawet do głowy nie przyszło mi, że postanowię porwać się na to multisportowe szaleństwo. Drugi bodziec to Wiatrak, namawiacz w czystej postaci, wulkan endorfin Krzysiek znany bliżej jako Tri Wiatrak - "no co Ty dawaj, zdążysz. Moi kolesie wstają z kanapy i robią połówkę, to Ty nie dasz rady ?..." Nie powiem, że taka odwrotna forma motywacji ma duże znaczenie w tym co robimy, szczególnie jeśli płynie od świetnego kumpla. Dzięki Krzychu.

Start w Suszu, będzie również finałem wspólnej akcji - 18procent - w której rywalizujemy z Waldkiem Misiem o 18 % różnicy czasu na mecie. Realizując to wyzwanie zbieramy jednocześnie pieniążki dla dzieciaków z Dorotkowa - pomagam.pl - poprzez organizację różnego rodzaju konkursów.

To czego boimy się najbardziej jest przeważnie tym,

co właśnie powinniśmy zrobić...

- Ralph Waldo Emerson

Susz z racji dystansu jaki trzeba tam pokonać, budzi pewną dozę myśli ukierunkowanych mniej więcej wokół sedna - "jak bardzo będzie bolało" ? Do pływania 1900 metrów, które onegdaj było moją największą piętą achillesową, podchodzę ze stoickim spokojem. Bardziej myślę o tym jak zareaguje podwozie na zmianę, kiedy to po 90 kilometrach jazdy rowerem, trzeba ogarnąć się w miarę sprawnie i biec kolejne 21.097... W tym mają pomóc zakładki, które regularnie pojawiają się w treningu i stopniowo zwiększamy z Suchym ich objętość. Na razie idzie całkiem przyzwoicie, mimo kilku małych buntów na pokładzie...

ELBLĄG

Finał cyklu Garmin Iron Triathlon, który 17 lipca 2016 r. zawita do Elbląga, będzie startem testującym wydolność mojego diesla i procesów tlenowych w nim zachodzących. Idę tam na maxa. Teoretycznie po Suszu powinienem się dość dobrze zregenerować, wypocząć i skumulować nieco więcej glikogenu w swoich "szczupłych" zasobach, wypełnionych nieco inną formą składnika odżywczego ;) Poza tym na Elbląg szykuje się zresztą podobnie jak Susz paczka przyjaciół, czyli generalnie zanosi się na imprezę z cyklu idealnych. Taką formę startów lubię najbardziej, połączenie ludzi i pasji. Ten energetyczny koktajl, to jedno z najlepszych dań jakie możemy samodzielnie przygotować w życiu.

Elbląg, dawna stolica województwa to miejsce, które darzę pewnym sentymentem. Spędziłem tu pierwszy rok pobytu na tej planecie. Obecnie często odwiedzam tutejszą Bażantarnię oraz ekipę El-Aktywnych, z którymi często wspólnie trenuję. To świetna miejscówka gdzie zarówno na rowerze jak i w biegu można posmakować gór, wystarczy znać kilka kultowych ścieżek. Nie bez znaczenia jest też wodny kompleks "Dolinka", basen pływacki i strefa relaksu dopełniają całości.

PRZECHLEWO

Nie wiem jeszcze czego mogę spodziewać się po tym starcie. Generalnie będę już rozdziewiczony z dystansem 1/2, a termin moich "czterdziestu rękawic" jest jakoś bardziej bliski września. Czy postaram się tam poprawić Susz ? Znając życie pewnie tak, o ile sama zabawa w sponiewieranie się gdzieś w granicach sześciu godzin mi się spodoba. Powinno być chłodniej i forma powinna być jak na możliwości optymalna, w sumie tak dużo tego powinno, że powinno wyjść dobrze :) Na pewno start ten potraktuję też jako swoisty chillout, udział bez żadnej spinki na totalnym luzie oraz detoksie od kontroli międzyczasów, tętna czy też kadencji.

W Przechlewie skończę również tegoroczny sezon triathlonowy. Mam upatrzone kilka ciekawych ewentów z serii "po bandzie". Ale ponieważ nie planuję niczego zbyt daleko, czekają na swój czas, gdzieś na półeczce z tyłu głowy. Na kilka namawiają mnie również zaprzyjaźnione osoby i kluby, z czego przy dobrych wiatrach zapewne skorzystam.

Trening ukierunkowany na triathlon zaczyna mi coraz bardziej pasować. Dostrzegam jego pozytywne skutki, oraz zupełnie inny stan własnego organizmu, niż w przygotowaniach typowo biegowych a szczególnie maratońskich. Przede wszystkim w obecnych działaniach, podoba mi się różnorodność oraz wszechstronność, jaka jest esencją przygotowań do tri. Triathlon moim zdaniem nie tylko bardzo mocno poprawia bieganie, ale również w pewnym sensie chroni przed przeciążeniami wywołanymi dość jednostronnym treningiem, jakiego ono wymaga. Wbrew pozorom mimo sporej ilości czasu jakiego potrzebują przygotowania, jest mi łatwiej spasować je z resztą dnia, a to bardzo ważne przy dobrej organizacji czasu.

Podczas treningu do sezonu jak zawsze moje działania mocno wspierają wspaniali ludzie, moi serdeczni przyjaciele. Inspirują, motywują, pomagają także pozbierać czasem rozsypane w nieładzie taktyczno - logistycznym puzzle. Moc jaka nas łączy to wielka siła. Siła która wynika z przyjaźni, szczerości i pasji, której poświęcamy lwią część naszego życia. Postanowiłem poprosić swój "zespół wsparcia" o zgodę na ich obecność na mojej "zbroi mocy". Wszyscy przystali na ten szalony pomysł o kryptonimie roboczym "ZERO'D", za co bardzo serdecznie Wam dziękuję...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem