Kiedy padł pomysł triathlonowej rywalizacji z Waldkiem Misiem, naturalnym odruchem było wykombinowanie zrobienia przy okazji czalendżu czegoś więcej, wsparcia mocą akcji, inicjatywy, lub po prostu kogoś potrzebującego. Propozycję zbiórki dla Dorotkowa pomagającej niepełnosprawnym dzieciom, zaproponował  Misiek i została ona natychmiast zatwierdzona przez mój system operacyjny. Nie ukrywam że informacja o tym, iż w ramach Akcji "Na przekór..." jaką cyklicznie dla swoich podopiecznych i ich rodzin organizuje Fundacja, dzieci z Dorotkowa przyjadą do Susza bezpośrednio wspierać naszą rywalizację, ugięła mi lekko nogi w kolanach...

 

Możliwość spotkania się bezpośrednio z małymi adresatami akcji 18procent, trochę namieszała w naszych "skrupulatnie obmyślanych" taktykach. W Suszu dodatkowym wyzwaniem jak się okazuje nie będzie sam dystans, pogoda czy własne słabości. Będzie to zupełnie nieoczekiwane zmierzenie się z dodatkowymi emocjami, ukończenie zadania nie tylko dla siebie, ale również dla wesołej dopingującej nas gromadki dzieciaków. A co za tym idzie, trzeba będzie mocno kontrolować poziom adrenaliny i nie lecieć zbyt mocno...

Cieszę się że akcję wspierają również niesamowici ludzie, i zarazem serdeczni przyjaciele. Zarówno poprzez zbiórkę na pomagam pl., udziale w konkursach które organizujemy oraz promocji akcji wśród znajomych i bliskich. Ostatnio do oficjalnego wsparcia inicjatywy przyłączyło się Stowarzyszenie Krzewienia Sportu El-Aktywni z Elbląga, ludzie z którymi od pewnego czasu współpracuję zarówno zawodowo jak i prywatnie. Mam nadzieję, że realizowane przeze mnie wsparcie tej fajnej i świetnie działającej drużyny, jest i będzie dobrym podziękowaniem za ich serdeczny ukłon w stronę czelendżu. Taka współpraca to fajna sprawa, moc działa zawsze w dwóch kierunkach a dobro zawsze powraca...

Życie jest za piękne, aby żyć normalnie...

- Maria Czubaszek

Do startu w Suszu pozostały 4 tygodnie i robi się trochę "gorąco", choć czasy kiedy sznurowałem buty w drugim zakresie intensywności, już dawno minęły. Pierwszym etapem tego sezonu będzie start w Ślesinie na dystansie 1/4 Garmin Iron Triathlon, zawodów organizowanych przez Labo Sport Polska. Jednym z założeń jakie wchodzą w realizację treningu triathlonisty jest pływanie w wodzie otwartej. To trening, którego nie tylko ze względów motywacyjnych ale również bezpieczeństwa warto nie realizować samotnie. Dodatkowo teoretycznie "długi weekend" zachęcał do lekkiego podkręcenia obrotów i objętości zadań.

Zadanie oswojenia się z wodnymi odmętami w tym sezonie rozpocząłem od realizacji zakładki pływacko-biegowej, która w założeniu była bardziej ukierunkowana na drugą część treningu. Etap wodny to około 20 min swobodnego rozpływania i powrotu do luzu w wodzie, w której onegdaj widziałem wszystko...

Dziesięciokilometrowy odcinek biegowy zrealizowałem w formie bnp ( Biegu z narastającą prędkością ), zaczynając od 5:00 km a schodząc w końcówce do 4:15, w sumie na 4 odcinkach podnoszonego tempa. Cieszy mnie fakt, że pomału spada też średnie tętno na szybszym bieganiu, no i w końcu drgnęła również w dół waga bo już myślałem że zepsuła się całkowicie. Do treningu dołączył kolega Tomek z zespołu El-Aktywnych, zaliczając jednocześnie swój "pierwszy raz" z wodą otwartą oraz biegowe okrążenie jeziora, realizując w ten sposób także zakładkę.

Kolejny z treningów niespełna 48 godzin później, w swoim założeniu ukierunkowany został został na rowerowe interwały i bieg. Zadanie które pokręciłem na prędkościach nieco szybszych niż te, które chciałbym utrzymać za tydzień. W sumie pięć odcinków czasowych w dwóch zwiększających się zakresach prędkości przy zachowaniu podobnej kadencji. Rowerem w pewnym sensie cały czas uczę się jeździć, dostosowywać skrzynię biegów do terenu, zadania czy też własnego samopoczucia. Drugim elementem nałożonym bezpośrednio po jeździe szosą był szybki odcinek biegu. Aby ogarnąć jak najkrótszą przerwę pomiędzy jazdą a biegiem, zabrałem ze sobą na rower plecak z drugą parą podwozia i wylądowałem na dawno już nieodwiedzanym stadionie. Taka symulacja zmiany obciążanych mięśni jest konieczna, szczególnie że to jeden podstawowych elementów mojej treningowej układanki. Po bieganiu obowiązkowe roztruchtanie "akcji", wyciszenie serducha i trochę gimnastyki, dopełniło całość postawionego na ten dzień zadania.

Za tydzień będziemy już paczką przyjaciół grzać podzespoły w Ślesinie, wcinając makaron, pizzę lub inne wysokooktanowe danie w lokalnej knajpce. Oklejone rowery, kaski i pasek z numerem startowym będą czekać na poranny sygnał niedzielnego budzika. Zacznie się pierwszy etap czterdziestu rękawic, wyzwania jakie sportowo postawiłem sobie na ten rok. Spróbuję poprawić ubiegłoroczny wynik, znam trasę a i "operacyjny zestaw startowy" jest przygotowany na zdecydowanie lepszym poziomie. Dobra energia dla Wszystkich, czas zacząć tydzień taperingu...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem