Typowa ostatnio dla naszego równoleżnika błotnista wersja zimy, to również okres w którym machinalnie rozpoczynamy przygotowania do kolejnego sezonu. Stawiamy sobie wyzwania i nowe cele. Określamy sposoby ich realizacji. Pełni optymizmu możemy przenosić góry, przesuwać rzeki i wbiegać w najgłębsze kałuże. W praktyce poruszania się po orbicie swojej pasji, te teoretyczne założenia weryfikuje często wypadkowa, zwana powszechnie na tej planecie życiem...

Na co postawić w okresie, w którym przyczepność na codziennie mijanych ścieżkach bywa różna ? Jak nie złapać przeciążenia, kontuzji i wejść w sezon mocniejszym niż zwykle ? Odpowiedź często jest bardzo podobna, choć oczywiście systematyczność, przemyślany trening i właściwe odżywianie to podstawa. Trzeba zacząć robić coś, czego zwykle się nie robi lub po prostu z lenistwa zwyczajnie unika. Lubię działania gdzie całość systemu operacyjnego i skupienie, wyważa się w ściśle określonym kierunku. Podporządkowane zostają mu w większej części zwykłe codzienne czynności, te mniej istotne skrócone, a poboczne lub nieistotne wykluczone całkowicie.

Idąc tym tropem w okresie zimowym postawiłem na szeroko pojęty zakres działań ogólnorozwojowych. Siłownia i odświeżenie poznanego już wcześniej smaku żelastwa, często również stająca się również miejscem al'a triathlonowych zakładek, łączących spinning i bieżnię. Systematyczność wkradła się także na basen, gdzie oprócz dwóch jednostek przemieszczania  ciała w pozycji horyzontalnej, można doskonale naładować akumulator. No i narty biegowe, genialne w swoim rodzaju kardio na łonie natury, angażujące większość mięśni ludzkiego ciała.

Jeśli możesz sobie coś wymarzyć,

możesz to zrobić...

Walt Disney

Z jakiej puli rozdawać karty ? Z chęci zmian, przełamania stagnacji czy może walki o nowy "personal best" ? A może poszukiwanie czegoś więcej, niż tylko podążanie od startu do mety ? Czyż to właśnie nie to, że możemy dowolnie modyfikować nasze własne priorytety, jest jedną z największych wartości sportu amatorskiego ? Połączenie spontanicznego wyjazdu z realizacją pasji, którą uzupełniają nietuzinkowe osoby, jest coraz częstszym i zdecydowanie ciekawym pomysłem. W cały ten pędzący do przodu świat warto wpleść dodatkowy element, który pozwala spojrzeć na życie z innej perspektywy, pozwala też choć na chwilę się zatrzymać. Dla mnie taką swoistą wartością dodaną, stały się Podróże...

To na co zdecydowałem się w tym sezonie sportowo, jest w pewnym sensie wypadkową poprzedniego i zupełnie nieudanego pod kątem realizacji zamierzeń stricte triathlonowych, planu o kryptonimie a.d 2017. Zaplanowanie w roku 2018 jako priorytet tylko jednego docelowego startu, niesie ze sobą oczywiste ryzyko. Prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak i nie wstrzeli się cały system z dyspozycją dnia, śniadaniem czy też temat pozamiata pogoda jest całkiem spore. Czym jednak byłby sport, gdyby nie właśnie owa niewiadoma na końcu drogi ? Trening, dwa lub trzy przetarcia kontrolne i powrót do miejsca, w którym "umarło się" sportowo, będzie zdecydowanie odpowiednią zmienną w tym niepewnym równaniu...

Określając swoje priorytety, pozornie jesteś sam. Dla mnie priorytetem są również ludzie, właściwe i wartościowe osoby, które pojawiają się w Twoim życiu, kiedy robisz to co potrafisz najlepiej. Kiedy jesteś sobą. Gotowi w każdej chwili napiąć liny asekuracyjne, pozwalają jednocześnie na swobodny rejs. Rejs własnym niepowtarzalnym i jednym w swoim rodzaju kursem. Wzbogacają nasze życie czymś więcej. Dają powód by każdego dnia, być coraz lepszą wersją samego siebie...

Dobra energia dla Was - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem