Foto. Krzysztof Mróz

Niedzielę 8 marca 2015r. spędziłem na biegowo w Elbląskiej Bażantarni. Choć tego dnia w moim rodzinnym mieście Malborku, odbywał się III Bieg z Okazji Dnia Kobiet organizowany przez 22 Bazę Lotniczą, to wybrałem ewent El - Aktywnych z Wojciechem Bartnickim na czele. Nie przepadam za bieganiem pięciu kilometrów na zawodach, jest krótko, szybko i ogólne jak dla mnie nudy... Dystans półmaratonu zdecydowanie bardziej mi "leży", a w zaplanowany na ten dzień trening wpasowywał się idealnie 21 kilometrowy kross...

Korzystając z gościnności lokalnej Bazy Rebeliantów miałem czas na pełną logistykę, a także na pełne zaplecze taktyczne. Przygotowania tradycyjnie upłynęły na ogarnięciu biura i skompletowaniu na sobie biegowych gratów. Bardzo ciepła wiosenna wręcz pogoda, sprawiła że poleciałem w pewnym sensie "na krótko". Trochę obawiałem się o podwozie, które ostatnio wywierciło mi niezły odcisk w lewej stopie. Postanowiłem stuningować moje terenowe mizuno cabracan o nielicencjonowane wkładki z popularnego marketu, co jak się później okazało przyniosło oczekiwany efekt.

W biegu udział wzięli biegacze startując na dwóch dystansach - "niebiescy" na 10 km i "czerwoni" na 21 z groszem... Oznakowanie numerami wprowadziło jednak trochę chaosu, podobnie jak początkowe i środkowe dodatkowe dwa okrążenia wokół polany, no bo jak to możliwe żebym tą samą osobę wyprzedzał dwa razy ??? ;)

Ruszyłem spokojnie. Na początku biegnąc w pierwszej dziesiątce analizowałem wykrzywiane przez gamonia tempo. Lecieliśmy po 5:10 - 5:15 i wiedziałem, że to szybko jak na czekające w Bażantarni górki, które defakto już na początku zdecydowałem się podchodzić, szczególnie te większe -  czyli w sumie prawie wszystkie. Crossowa trasa wiodąca czerwonym szklakiem wzdłuż Kumieli, prowadziła znaną mi ścieżką w kierunku dzikiego lasu, po czym skręciła w teren mi jeszcze nie znany. Wspinaczka marszem, ręce na uda i trochę błota, jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Dalsza trasa to ścieżka na Dąbrowskie Pustacie i dalej w dół i w górę, w lewo i w prawo w kierunku polany.

Trasa to oczywiście nie tylko podbiegi, ale również i zbiegi. Odcinków płaskich praktycznie się w Bażantarni nie spotyka. Na kilku zakrętach, szczególnie w końcowej części trasy lekko nie wyrobiłem i na 18 km trach... na szczęście tylko lekko wykręciłem kostkę po zewnętrznej. Jak wspomniałem część trasy, szczególnie duże górki szedłem, wbieganie na nie miało by taką samą prędkość a męczyło niewspółmiernie bardziej. Na zbiegach starałem się dać lekko ponieść nogom, choć naprawdę trzeba było mocno uważać na to gdzie się ląduje, praktycznie na każdym kroku. Trasa jak organizacyjnie zapowiedział Wojtek, obfitowała w zakręty. Pokonaliśmy również kilka mostków i parę wyjątkowo błotnistych kałuż. Jednym słowem prawdziwa esencja biegania w lesie, w pełnym, że tak powiem zakresie.

W sumie to nie wiem który przybiegłem na metę. Ósmy, dwunasty czy sto czterdziesty trzeci ??? Nie mam pojęcia i średnio mnie to interesowało. Wiem że pobiegałem przy pięknej pogodzie, zrobiłem dobry mocny jak na moje możliwości trening, pokonując dwie pętle Parku i cztery polany w 2:00:03. Ba, wylosowałem nawet na po biegowej herbatce bony na jumpfitnes czy jakoś tak, które jednak skwapliwie przekazałem dalej :)

Lubię biegać w Bażantarni. Ten piękny park, daje do wyboru masę ścieżek, zbiegów, podbiegów, mostków i  innych atrakcji. Tylko od naszej wyobraźni zależy, gdzie i kiedy zatrzymamy się zanurzyć dłonie w lodowatym potoku, wijącym się przez leśne dukty. Choć bieganie w terenie zawsze ma lekko większe "ryzyko" biegowe, to walory tras oraz podłoża no i oczywiście widoków są zdecydowanie bardziej kuszące. Elbląska ekipa Aktywnych w tym roku organizuje jeszcze kilka ewentów, i jak zdrowie dopisze na pewno się na nich zamelduję.

Serdeczności - Marek Mróz

PRZYJACIELE