W dobie obecnego rozwoju narzędzi, aplikacji oraz sztucznej inteligencji, nauka języka obcego może wydawać się już zbędną stratą czasu. Wszystko możesz przetłumaczyć skanując tekst, poddając go analizie przez ChatGPT lub używając dedykowanej aplikacji tłumaczącej. Tylko czy aby pozostanie biernym odbiorcą technologii, nie ma głębszego i niestety negatywnego drugiego dna ? Czy nauka czegoś co jest „na kliknięcie” ma jeszcze sens ? Czy warto „tracić” na to czas ? Zapraszam Cię do artykułu, w którym przybliżam moją przygodę o kryptonimie „ucieczka z językowej bańki”…

Od kilku lat wciąż wracałem do pomysłu nauki języka obcego. Tematu, na który wciąż brakowało mi czasu, i na który zawsze pojawiała się jakaś istotna wymówka. Moje doświadczenia językowe to obowiązkowe w szkole podstawowej lekcje języka rosyjskiego, późniejsza nauka języka niemieckiego w szkole średniej i otarcie się o język angielski na pierwszych dwóch latach studiów, to moje jedyne doświadczenia edukacyjne, które nie pozostawiły jednak pozytywnego śladu ani przydatnych umiejętności. Definitywnie postawiłem swoje wszystkie słabe karty na język angielski, jaki do tej pory pozwalał mi na szczątkową komunikację podczas wyjazdów lub wakacyjnych podróży. Angielski, a w zasadzie jego poziom w moim wydaniu, to wersja z cyklu „zrób to sam”. Wersja, którą rozwijałem jako nastolatek, korzystając z nietłumaczonych na polski gier oraz już jako dorosły korzystając z wartościowej wiedzy, głównie w materiałach na YouTube. Generalnie dotyczyły one nauki nowych umiejętności w zakresach związanych z rozwojem osobistym, usługami dronem, obróbką zdjęć oraz montażem filmu.

W jakim sensie potrzebowałem dodatkowej motywacji czerech liter, aby w końcu zacząć. A ta przyszła znienacka, i jak to najczęściej bywa, w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego dnia zadzwonił telefon od jednego z klientów naszego Biura. Panie Marku, czy poprowadził by Pan szkolenia w zakresie Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, ale po angielsku… W sumie namyślałem się chwilę. Dobrze – ale dajcie mi czas do września. I tak zapadła klamka o wdzięcznej nazwie „wrzuć jeszcze jeden worek z cementem, do bagażnika codziennych zdarzeń”.

Decydując się na rozpoczęcie nauki, postanowiłem skorzystać z rozwiązania jakie w zasadzie „miałem cały czas” w zasięgu ręki. W wartościowych kontaktach jakie nawiązałem dzięki znajomości z moim mentorem Alexem Barszczewskim, miałem w zasobach znajomych Wiktora Jodłowskiego, właściciela Szkoły Językowej Talkersi. Napisałem w tej sprawie do Wiktora, który zaproponował mi nie tylko bardzo dobre warunki, ale także dedykowanego dla mojej zawodowej profesji lektora.

Umysły są jak spadochrony,

działają tylko wtedy, gdy są otwarte.

Thomas Dewar

Po co właściwie chcesz się nauczyć angielskiego ? Takie pytanie zadał mi ów lektor podczas spotkania „zero”. Cóż w sumie to z dwóch powodów, odparłem zgodnie z prawdą. Pierwszy bardzo istotny, ale nieco mniej ważny – to możliwość prowadzenia szkoleń w mojej firmie w języku angielskim. Drugi, ważniejszy dla mnie nieco bardziej – to wyjście z „językowej bańki”. Możliwość swobodnej komunikacji nie tylko z ludźmi posługującymi się lub znającymi mój język ojczysty, będąc w zasadzie u „siebie”, ale także podczas wyjazdów poza granicę, z całym przyjaznym znający ten popularny język światem. Pierwsza próbna lekcja, później kolejne ułożone pod zaplanowane treści szkoleniowe, a na końcówce dwa spotkania dotyczące praktycznego użycia języka w podróży. 30 godzin spotkań minęło bardzo szybko, a porównując się do dnia „zero”, jestem w zupełnie innym miejscu.

Pierwszym poligonem testowym „nowego skilla” okazał się wrześniowy trip naszym kamperem na Chorwacka wyspę Krk (relacja i film niebawem na tym blogu oraz kanale YT), gdzie poza organizatorem i kierowcą, podjąłem się też roli tłumacza. Jak się szybko okazało, umiejętność komunikacji przydała się już po przekroczeniu granicy i pierwszym telefonie na upatrzony wcześniej kamping, na którym jak się okazało nie było w ogóle miejsc. Całkiem fajnym doświadczeniem był widok moich przyjaciół, których spojrzenia zza okularów mówiły wszystko. Ty kurde, ty nie żartowałeś z tym językiem – były najlepszym potwierdzeniem, że jest całkiem dobrze. Nie jest doskonale, nie jest perfekcyjnie, ale mogę swobodnie dogadać się w większości sytuacji oraz poprowadzić branżowe szkolenie.

Jeśli myślisz o nauce języka, nie odkładaj tego na niekończące się kiedyś, a w praktyce często na nigdy. Zacznij już teraz. Słuchaj interesujących Cię treści w sieci np. na YouTube, kup dostęp do biblioteki kursów np. Storytel, słuchaj podkastów lub kursów. Poświęć na to 10 – 15 – 30 minut, codziennie. Działaj w drodze do pracy, na spacerze lub rowerowej przejażdżce. Czas i tak upłynie, niezależnie od tego co zrobisz, w tym czy innym kontekście. Ale pamiętaj, że za kilkanaście tygodni możesz być w zupełnie innym miejscu, miejscu, które pojawiło się po przebiciu Twojej językowej lub zupełnie innej bańki.

Dobra energia dla Ciebie – Marek Mróz.

Niniejszy wpis nie jest sponsorowany, polecam wyłącznie wartościowych ludzi i treści jakie dają.

Sukces w relacjach Biznesowych – Kupisz Tutaj

Wojna na Słowa – Kupisz Tutaj

Szkoła Językowa – Zapiszesz się Tutaj