Drugi tydzień treningowych wygibasów kończy weekend, w który wpasowałem dwie zakładki, rowerowo/biegową oraz pływacko/biegową. Postanowiłem również skorzystać z zaproszenia do wspólnego treningu, z elbląskim teamem triathlonistów przygotowujących się w ramach akcji Jestem GIT do startu w finale 1/4 Garmin Iron Triathlon, która odbędzie się 17 lipca 2016 r. w Elblągu. Ja również ująłem tą imprezę w planie, będzie to 3 tygodnie po Suszu, więc teoretycznie jeśli po 1/2 IM będę w stanie w miarę normalnie funkcjonować, w Elblągu nastawiam regulator na maksymalną moc...

 

Sobotni trening do mała "wejściowa" zakładka, której struktura będzie stopniowo narastać. Trenażer 40 minut w tempie umiarkowanym oraz dość intensywne 35 minutowe rozbieganie w drugim zakresie co prawda poczułem, ale bardzo pozytywnie w odniesieniu do tego co wyszedł bym zrobić jeszcze do niedawna. Krótsze jednostki około 40 minutowych rozbiegań, praktycznie nie występowały w moim planie od kiedy to dumnie przekroczyłem "magiczną" barierę 60 min. Standardem stało się 10 km lub pełna godzina, no bo przecież po co "tracić czas" na krótszy wysiłek ??

W obecnym planie takie dni występują najczęściej dwa razy w tygodniu, i po kilku takich akcentach, zdecydowanie mogę stwierdzić, że świetnie budują świeżość i kumulują energię na kolejne działania. Połączone w triathlonową zakładkę, dodatkowo przyzwyczają organizm do zmienności wysiłku, o której poniekąd najbardziej myślę, szczególnie etapu rower - bieg. Nie bez kozery mam w pamięci jak po 100 km szosy w Enduroman Elbląg, zsiadłem z roweru by dokuśtykać niemrawo do auta... pamiętam co wtedy pomyślałem - i teraz miałbym przebiec 21 km po pięć zero ? Zero szans panie kolego....

Na chwilę obecną sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej, pływanie oraz "zimowy" trenażer, zamykam po dziesięciu tygodniach w granicach większych, niż nawinąłem przez ostatnie dwa lata. Trochę dyskomfortu powoduje co prawda fakt, że obciążenia dopiero zaczną rosnąć ale nigdzie nie jest i nie było napisane, że będzie łatwo. To nawet dobrze, bo zamierzam sprawdzić ile można wycisnąć z podrdzewiałego diesla.

Niedzielne wypady do Bażantarni oraz na elbląską Dolinkę, to ostatnio częsty kierunek moich działań treningowych. Dwa świetne miejsca, położone blisko siebie oraz zaplecze w postaci lokalnej "bazy rebeliantów" na Dąbrowie, umożliwia mi wykorzystanie ma maxa dodatkowego czasu na trening jaki zyskuję w weekend. Nie bez znaczenia jest również, świetna współpraca z tutejszą ekipą EL-Aktywnych, za co bardzo im w tym miejscu pragnę podziękować, szczególnie Tadeuszowi Sznazie i Bogusławowi Tołwińskiemu. W ramach wspomnianej akcji GIT osoby chętne biorą udział w zorganizowanych treningach pod okiem doświadczonych instruktorów z Elbląskiej Grupy Wodnej oraz Labo Sport.

Niedzielne małe szaleństwo rozpocząłem od odruchowego wyłączenia budzika w komie. Nastawienie kawy, poranna toaleta, lekkie śniadanie to czynności tak odruchowe, że czasem po prostu można by o nich zapomnieć. Lecąc dyliżansem w stronę Dolinki i obserwując jak wstaje dzień, cieszyłem się że spędzę go w pozytywnym sportowo zakręconym gronie, mocno budującym motywację i dodającym inspiracji do pracy nad sobą.

Zajęcia "GIT" ukierunkowano oczywiście na wszystkie trzy dyscypliny wchodzące w skład zawodów triathlonowych. Treningi na basenie, jazda rowerem w zależności od potrzeb i warunków pogodowych - spinning, mtb lub szosa oraz bieganie, gdzie do dyspozycji jest zawsze "nieśmiertelna" Bażantarnia. Całość uzupełniają ćwiczenia ogólnorozwojowe, ukierunkowane na stabilizację i wzmocnienie całego organizmu. Basen, od którego rozpoczęliśmy dzień, został sprecyzowany tematycznie na pracę z oddechem. Super sprawa, bo również w tym zakresie moje umiejętności wymagają "ociosania", szczególnie z lewej strony. Dostaliśmy do dyspozycji dwa tory i rozpoczęła się zabawa...

Trening oddechu na plecach, na boku i różne rodzaje dokładanki do kraula to doskonała forma załapania "o co chodzi". Świetnie też kontrolowali nas prowadzący, zarówno z brzegu jak i z wody. Służyli pomocą, radą oraz starali się na bieżąco korygować nasze poczynania a także podkreślać poprawnie wykonywane elementy.

Drugą część porannych działań treningowych, poświęciliśmy na spokojne rozbieganie w bażantarni. Pogoda wręcz idealna, jedynie kumiela zaskoczyła nas swoją brunatną barwą, zupełnie niepodobną do jej z reguły krystalicznych nurtów. Postanowiliśmy pokonać trasę zbliżającego się Koleżeńskiego Leśnego Półmaratonu z okazji Dnia Kobiet, jedną pętlę długości ok 11 km. Impreza odbędzie się 6 marca 2016 r. i to najciekawsza, jeśli nie jedyna słuszna udziału (szczególnie dla pań) impreza w okolicy, którą mogę szczerze polecić. Szczegóły zawodów oraz zapisy - tutaj.

Na bieganiu jak to na bieganiu, raz że człowiek czuje się jak dziecko a dwa, że teren zachęcał żeby się trochę sponiewierać. Tak więc wybierając tor biegu, nie omijaliśmy za bardzo specjalnie kilku pomniejszych mokradeł, występujących o tej porze roku dość często w tym pięknym parku. Kończąc 70 minutowe wybieganie, zamykam również kolejny rozdział treningów, symboliczne dziesięć tygodni minęło szybko. Zostało 18 tygodni go godziny - jak ją określam "Zerod". Start w Suszu będzie nie tylko wyzwaniem, to sprawdzian determinacji, woli walki i pasji, którą dodatkowo połączyliśmy wraz z kolegą Waldkiem Misiem, z charytatywną akcją pod hasłem 18procent. Zapraszam Was również do wsparcia mocą naszych działań oraz wspólnej zabawy, dla dobra dzieciaków z Dorotkowa :)

Kiedyś w pewien sposób czekałem na weekend, wolny czas, swoboda, w pewnym sensie święto. Od pewnego czasu, nie traktuję tego już tak jak dawniej. Każdego dnia można wygospodarować chwilę dla siebie, czas który warto i trzeba poświecić dla swojego organizmu, jedynego miejsca w którym tak naprawdę żyjemy. Każdy z nas ma codziennie 1440 minut, które może dowolnie wykorzystać, nie tylko dla serca ale również dla umysłu. Tylko od nas zależy, jak je spędzimy i jak daleko przesuniemy swój własny horyzont zdarzeń...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE