Jazda rowerem wcześniej nie należała do moich ulubionych form ruchu i czasem sam się dziwię, że ten sport może człowieka tak mocno pochłonąć. Reprezentując pokolenie kija od szczotki i kultowego wigry3, dotarłem do punktu, który jeszcze kilka miesięcy temu nie wchodził w grę. Cienkie koła, delikatna z pozoru lekka rama, nogi przypięte do podwozia i umykający pod precyzyjnie pracującymi klamkami asfalt. Do pewnych rzeczy, trzeba było po prostu dojrzeć...

Pierwsze przymiarki do szosy, będącą pewnego rodzaju wypadkową działań powiązanych z triathlonem, najbardziej przekreślał właśnie rower. To ogólnie największy, nawet idąc mocno po kosztach wydatek. Bardzo fajnie aspekt ten poruszył Waldek Miś, w artykule - Cena triathlonu i generalnie ujął w nim większość moich przemyśleń, w tym temacie. Po podjęciu decyzji o poważnej zmianie podwozia, doszedł jeszcze dylemat co do materiału. Przełomem było przyjrzenie się "palastikowemu" mtb do zjazdów, w zaprzyjaźnionym serwisie rowerowym. No sorry stary. Skoro taki sprzęt ogarnia tak ekstremalne przeciążenia, to co ty się tak pękasz tego węgla ? Klamka zapadła...

Jazda rowerem, a szczególnie szosą jakoś naturalnie przypadła mi do gustu. Początkowy grymas wywołany znanym przypiekaniem ud, zastąpił uśmiech, luz i swoboda. Przynajmniej na komfortowych rozjazdach. Interwały to zupełnie inna bajka a wiadomo, że noga sama się nie zrobi. Pomijając niezaprzeczalny fakt konieczności wygospodarowania na trening w sumie dość sporej ilości czasu, dostarczona porcja wrażeń czy też specyficznego zmęczenia, jest warta dobrego rozegrania codziennych zadań.

Jednym z ogromnych plusów, tej formy przemieszczania się "w czasie i przestrzeni" jest zasięg. 60, 100 czy 200 kilometrów, to dla w miarę przyzwyczajonego do dyskomfortu tu i ówdzie "siedzenia", często spotykana norma. Odwiedzenie ciekawego miejsca, czy kawa w malowniczej miejscowości gdzieś na krawędzi powiatu, a może województwa ? Żaden problem...

Zwykły rower, jest pojazdem napędzanym siłą mięśni.

Rower jadący pod górę, jest pojazdem napędzanym siłą woli...

- Autor nieznany.

Bezapelacyjny jest również fakt, że połączenie roweru z bieganiem jakie szczególnie generują triathlonowe zakładki, to także świetne wzmocnienie nóg bardzo wartościowe dla obu sportów. Istotnym aspektem, jest również ich doskonałe odciążenie, które generuje w sumie dość monotonne bieganie. Poza tym dodatkowo poznanie zasad i wdrożenie do całej rowerowej zabawy pojęcia kadencji, także mocno pomaga lepiej biegać. Rower staje się także szczególną wartością, podczas ewentualnej kontuzji lub na początku drogi ze sportem całego życia, kiedy to grawitacja działa na nas bardziej niż powinna...

Jazda szosą to w sumie dwa warianty - kręcisz solo lub lecisz z kimś w mniejszej czy większej grupie. Obie wersje mają własne specyficzne zalety i zdecydowanie warto, przeplatać je ze sobą w miarę regularnie.

Samotne cięcie powietrza, to przede wszystkim układ odpowiedni dla własnych, szczególnie cięższych treningów. Poza wymiernym aspektem obciążeń, to również doskonały trening dla psychiki. Grupowe nawijanie łańcucha ma z kolei niezaprzeczalnie korzystny wymiar społeczny. Kiedy to w grupie osób, o podobnych zaburzeniach ruchowych, można nie tylko solidnie się zmęczyć, ale również porozmawiać o wspólnej pasji i poznać nowych ludzi.

Nie bez znaczenia jest również bezpieczeństwo, na tak uformowany szyk większą uwagę i ostrożność zachowują kierowcy aut, gdzie solowego jeźdźca, potrafią z niedozwoloną prędkością minąć na żyletki...

Co jest takiego w szosie, że tak urzeka ? Czemu mimo energetycznego detoksu, pozwala na świetny reset systemów ? Zdrowa poprzez mechanikę ruchu i łagodna pod kątem obciążeń dla serca, forma ruchu jaką jest rower, to kapitalny pomysł na wolny czas. Nieważny jest sprzęt, istotny jest tylko kierunek w jakim skręcimy kierownicą, a to przecież ogranicza jedynie nasza wyobraźnia...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok