Ogólna dostępność wszelkich możliwych aktywności w obecnych czasach, wręcz przytłacza. Wybranie optymalnej i pasującej do własnego systemu drogi, nie jest jednak do końca takie proste, jakby mogło się to z początku wydawać. Odkrywasz nowe możliwości, są wzloty i spektakularne upadki. Osiągasz zamierzone cele i stwierdzasz, że definitywnie znalazłeś swoje ostatnie spektrum sportowej ewolucji. Tylko czy to na pewno koniec ? Czy na horyzoncie zdarzeń nie może pojawić się nowa zmienna ? A co jeśli okaże się nim temat, do którego wystarczy tak naprawdę powrócić...

Szukając rozwiązań umożliwiających w miarę płynne dopasowanie aktywności fizycznej, do częściowo nieprzewidywalnego freelancerskiego spektrum działań, coraz częściej zacząłem odwiedzać siłownię. Żelastwo, do którego kilkanaście lat temu zarzekłem się już nie wracać, to jednak jedynie ułamek części możliwości jakie daje to miejsce. Jeśli zdecydujesz się wykorzystać będący "zawsze pod ręką" ciężar, wchodzisz w mało przyjemny z początku obszar braku kontroli własnego ciała. Kiedy spróbujesz nad nim zapanować, ogarnięte maratony, triathlony czy garść innych pomniejszych ewentów okazują się mało istotne...

Rezygnując jakiś czas temu z biegania, zdecydowałem się na zmianę sportowego kierunku w bardziej holistyczne podejście do własnego ciała. Postawiłem na dość mocno zaniedbywaną w ostatnim czasie sprawnością ogólną i pracę z mobilnością. Momentalnie i w pewnym sensie dość drastycznie, decyzja ta ukazała, jak wielkie braki można mieć w kontroli własnego ciężaru ciała. Kalistenika z pozoru wydaje się prosta. Kilka przysiadów, pompki, podciągnięcia i brzuszki. Podstawowy układ wieje z pozoru nudą połączoną z dramatem. Weje do momentu, kiedy zaczniesz poświęcać mu trochę więcej czasu niż przypadkiem. Ustanowisz cele, usystematyzujesz działania i uświadomisz sobie jak tak naprawdę... jesteś słaby.

Trudno jest iść przez życie wieloma drogami jednocześnie...

- Pitagoras

Bieganie i triathlon pozostają oczywiście w zakresie mojej sportowej uwagi, wypadają jednak poza jej epicentrum. Reasumując realne możliwości czasowe, a przede wszystkim wpływ sportu na organizm i jego sprawne funkcjonowanie, stawiam na ruch w nieco innym wymiarze. Trochę na przekór wszechobecnej amatorskiej tendencji "więcej, szybciej, dalej, wyżej... będzie nieco mniej, zdecydowanie wolniej, trochę bliżej i niżej. W szczególności niżej, ale o tym niebawem...

Realizując własny projekt o wdzięcznym kryptonimie "życie" jesteś w pewnym sensie poza czasem. Płyniesz z prądem własnej pasji, i tak naprawdę nic Cię nie ogranicza. Nic poza własnym horyzontem zdarzeń, który kształtujesz dowolnie dokładnie tak jak chcesz i dokładnie w kierunku, jaki określa Twój czas i Twoja pasja...

Z Pozdrowieniem - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Dalsze informacje Ok